Witamy, Gość
Nazwa użytkownika: Hasło: Zapamiętaj mnie
Cierpisz z powodu picia bliskiej Ci osoby? Tutaj możesz podzielić się swoimi problemami, troskami.

TEMAT:

Moja historia 2022/06/02 09:01 #211

  • Basick
  • Basick Avatar
  • Wylogowany
  • Bywalec
  • Bywalec
  • Posty: 19
  • Otrzymane podziękowania: 49

Nad tym forum wyświetla się nagłówek:
"Cierpisz z powodu picia bliskiej Ci osoby? Tutaj możesz podzielić się swoimi problemami, troskami."
Po to tutaj piszę. Cierpię z powodu szkód wywołanych piciem bliskiej mi osoby. Staram się najlepiej jak potrafię pozbierać do kupy moje życie po Armagedonie jaki przeszedłem, i kochać kobietę, która mi to zrobiła. Robię to dla siebie, piszę, bo tak sobie radzę z cierpieniem i szukam przez to drogi wyjścia ku jakiejś lepszej rzeczywistości.
Mam świadomość że moja żona cierpi, że jest jej trudno. Nie obciążam jej moimi pretensjami, ale się nad nią nie rozczulam.
Cieszę się z każdej sytuacji, w której jestem rozumiany. Akceptuję każdą sytuację, w której nie czuję się rozumiany, i staram się być wdzięczny za każdą osobę, jaką Bóg stawia mi na drodze. Napisałem to dla siebie, niczego nikomu nie staram się udowodnić.
Minęło 15 minut i nie miałem możliwości edycji poprzedniego posta.


Kurczę, czytam Twoje wpisy i jakbym czytała o sobie. Pisanie pomaga- mnie też:) I jakoś łatwiej później i lżej na sercu się robi...

Proszę Zaloguj lub Zarejestruj się, aby dołączyć do konwersacji.

Moja historia 2022/06/02 09:42 #212

  • Agulka75
  • Agulka75 Avatar
  • Wylogowany
  • Bywalec
  • Bywalec
  • Posty: 5
  • Otrzymane podziękowania: 13
Do kłamstwa nie przyczyniłem się ani trochę.
Do wspólnego picia - owszem, i to bardzo. Opisałem to kilka dni później na forum, wiele osób skorzystało z okazji żeby to uczciwie skomentować, co przełknąłem. Omówiłem to też z terapeutką, co się przy tym (zasłużonego) wstydu najadłem to moje.
Piliśmy razem, z mojej inicjatywy. To było absolutnie złe, wziąłem za to odpowiedzialność.
Natomiast nie zgodzę się z tym, że razem kłamaliśmy.

Mam podobnie - w całym procesie MOJEGO zdrowienia mam wzloty i upadki (jak dojrzeję to opiszę i swoją historię). Ty otwarłeś szampana na rocznicę... ja tęsknię za tym by NORMALNIE pojechać na obiad, wyjazd... odpocząć... i wspólnie z mężem usiąść i napić się piwa. Miałam wpadki bo ... bardzo chciałam normalności... z tyłu głowy zasunęłam kotarę aby nic z rozumu do mnie nie docierało... przecież większość tak robi... jedzie na rower, na weekend na wakacje i siedzxą sobie gadając lub w ciszy popijają lampkę wina czy zimne piwo....
Za tę wiadomość podziękował(a): Basick

Proszę Zaloguj lub Zarejestruj się, aby dołączyć do konwersacji.

Moja historia 2022/06/02 11:02 #213

  • Anetka
  • Anetka Avatar
  • Wylogowany
  • Stały Użytkownik
  • Stały Użytkownik
  • Posty: 713
  • Otrzymane podziękowania: 2281
Problem jest w tym, że zdrowy człowiek nie zastanawia się nad na piciem zimnego piwa na wyjeździe, tylko jedzie dla wyjazdu. Alkoholik od otwarcia oczu mysli o tym piwie, głową krąży koło tematu, nadaje mu czule nazwy typu piwko, winko i cały wyjazd jest dla tego grand finale. Mąż jest tylko dodatkiem, usprawiedliwieniem, bo przecież RAZEM! w spokoju. No właśnie alkoholiczce chodzi o tej spokój i picie bez wyrzutow sumienia, bez ukrywania się. Wszystko jest oficjalne w imię urlopu.
Polecam posłuchać ostatniego "Sekielskiego" na yt o zimnym piwku.
Ktoś powiedział...moje wszystkie wczasy all inklusive były po to, bym mógł się nawalić bez ograniczen. Od pewnego czasu jeżdżę na działkę, bo też mam spokój, robię to samo i bez kosztów.
Tak samo jak wieczorem wszystko porobione, dzieci pełne brzuszki, śpią. Mąż przy kompie, czysty blat... To mnie się w nagrodę należy drineczek... Jeden... Drugi.... Aż dowleke się do łóżka.
Pozdrawiam Agulka.
" Time changes" ..
Mój profil: Szczęścia mozna się nauczyć. Na forum od 2018
Za tę wiadomość podziękował(a): darek70, Alex75, marcin, Krysia 1967, dzordzklunej, makino, Basick

Proszę Zaloguj lub Zarejestruj się, aby dołączyć do konwersacji.

Moja historia 2022/06/04 04:56 #214

  • Tomasz23
  • Tomasz23 Avatar Autor
  • Wylogowany
  • Stały Użytkownik
  • Stały Użytkownik
  • Posty: 387
  • Otrzymane podziękowania: 1346
Witajcie,
Kilka miesięcy temu się zarzekałem, że w styczniu-lutym wyjadę gdzieś sam dla siebie na parę dni.
Dopiero wczoraj to zrobiłem. Jeżdżę rowerem, fotografuję przyrodę, powierzam Bogu moje sprawy. Przytulam moje wewnętrzne dziecko.
Czuję się szczęśliwy, ale zarazem słaby. Nie radzę sobie z przeskakiwaniem poprzeczek które zawiesiłem za wysoko. Uznam swoją bezsilność i poddam się procesowi eliminacji moich wad charakteru, który przebiega w tempie wolniejszym niż bym sobie tego życzył. Będę nadal chłonął miłość, życzliwość i akceptację, nasiąknę tym jak gąbka. A gdy potem ktoś mnie naciśnie, wypłynie ze mnie właśnie to, czym nasiąknąłem. Nie wiem- mądre to czy głupie, tak napisałem. Nie będę komplikował. Jestem w końcu na urlopie.
Za tę wiadomość podziękował(a): jerzak, marcin, Krysia 1967, Basick, adko, Iwona69

Proszę Zaloguj lub Zarejestruj się, aby dołączyć do konwersacji.

Moja historia 2022/06/07 06:47 #215

  • Tomasz23
  • Tomasz23 Avatar Autor
  • Wylogowany
  • Stały Użytkownik
  • Stały Użytkownik
  • Posty: 387
  • Otrzymane podziękowania: 1346
Wróciłem.
Wyjazd był udany. Odpocząłem, napełniłem się przyjemnymi doznaniami i świeżymi myślami.
Tuż przed wyjazdem miałem indywidualną terapię. Terapeuta zwrócił mi uwagę na fakt, że osoba uzależniona funkcjonuje albo w stanie euforii albo w przygnębieniu, i szybko przeskakuje między jednym stanem a drugim. Wcześniej czytałem o mechanizmie rozdwajania i rozpraszania "ja", ale dopiero teraz zobaczyłem pewne sytuacje w relacji z żoną jako przejawy tego mechanizmu.
Jakiś czas temu w książce "Odwaga do zmian. Dzień po dniu w Al-Anon II" przeczytałem o zdrowym dystansie: "Niezależnie od tego, czy kochana osoba walczy z chorobą czy nie, okryję ją płaszczem miłości, mając świadomość, że kiedy kontaktuję się z innymi ludźmi, kontaktuję się z dziećmi Boga" (s. 37). Było mi to pomocne, bo błędne zakodowałem sobie, że ważne dla mojego zdrowienia jest "odcięcie się" od alkoholiczki i traktowanie jej jak powietrze. Teraz myślę, że chodzi raczej o to, żeby mieć świadomość choroby i zachowywać relację z kochaną osobą trzeźwo oceniając sytuację. Tego się uczę.
Ponieważ spisanie, a potem zniszczenie pozwu i aktu oskarżenia przeciwko żonie przyniosło pozytywne skutki, poszedłem w moim pisaniu krok dalej. Przeczytałem listy od żony, i na ich podstawie spisałem sobie pozytywny program postępowania, tak jakbym do niej mówił i wobec niej się zobowiązywał. Oto on:
1. Decyduję się uśmiechać się do Ciebie i patrzeć na Ciebie z pogodą i akceptacją;
2. Decyduję się nie żądać od Ciebie niczego poza poszanowaniem moich granic;
3. Decyduję się dawać Ci pierwszeństwo. To wzmocni Twoje poczucie własnej wartości, i pomoże Ci w zdrowieniu;
4. Decyduję się akceptować Ciebie taką jaką jesteś. To pomoże Ci czuć się dobrze ze sobą i wzmocni Twoje poczucie bezpieczeństwa w relacji ze mną;
5. Decyduję się nie obwiniać Cię. To pomoże Ci uwolnić się od poczucia winy, które ogranicza Twoje postępy;
6. Decyduję się afirmować Cię, mówiąc o Twoim pięknie, przymiotach charakteru, sukcesach, osiągnięciach i możliwościach. To wzmocni Twoje poczucie własnej wartości;
7. Decyduję się pomagać Ci w różnych rzeczach i robić je razem z Tobą. To umocni nasze małżeństwo;
8. Decyduję się uważnie Cię słuchać. To wzmocni Twoje poczucie bycia kochaną i wartościową;
9. Decyduję się przykrywać miłością każde Twoje trudne słowo, nie najlepsze zachowanie, każdą chwilę słabości, rozpaczy czy zniechęcenia. To wzmocni Twoje poczucie bezpieczeństwa, akceptację samej siebie i pomoże Ci szukać tego, co dobre;
10. Decyduję się dawać Ci przestrzeń, nie przytłaczać Cię sobą. To pomoże Ci odkryć wolność w zależności wyłącznie od Boga, a nie ode mnie i sprawi, że będziesz czerpać z niezawodnego źródła, a mnie uwolni od ciężaru, któremu nie jestem w stanie sprostać. Da mi to również przestrzeń jakiej potrzebuję, aby zaczerpnąć siły do kochania Cię jeszcze lepiej i mądrzej.
Czas pokaże, czy będę konsekwentnie trzymał się tego programu, i jakie skutki to przyniesie.
Na razie mam się dobrze. aypererew
Za tę wiadomość podziękował(a): Jadwiga, andrzejej, Alex75, marcin, Krysia 1967, makino, Basick, Poszukiwaczka Radości

Proszę Zaloguj lub Zarejestruj się, aby dołączyć do konwersacji.

Moja historia 2022/06/07 08:37 #216

  • Alex75
  • Alex75 Avatar
  • Z dala
  • Moderator
  • Moderator
  • Posty: 6423
  • Otrzymane podziękowania: 11229
Podoba mi się ta lista, najpierw zdrowe skupienie na sobie a następne zdrowe skupienie na drugiej osobie. :-BD
Za tę wiadomość podziękował(a): Tomasz23, Basick

Proszę Zaloguj lub Zarejestruj się, aby dołączyć do konwersacji.

Moja historia 2022/06/10 06:55 #217

  • Tomasz23
  • Tomasz23 Avatar Autor
  • Wylogowany
  • Stały Użytkownik
  • Stały Użytkownik
  • Posty: 387
  • Otrzymane podziękowania: 1346
Witajcie,
Wdrażam mój pozytywny program. Uśmiecham się życzliwie, nie żądam, daję pierwszeństwo, nie obwiniam, afirmuję, pomagam, akceptuję, uważnie słucham, przykrywam miłością, daję przestrzeń. Medytuję nad tymi zasadami postępowania, staram się je sobie po kolei powtarzać. Skutek jest taki, że gdy włącza mi się stary mechanizm, np. wykłócanie się, udowadnianie własnej racji, to od razu jest on konfrontowany z nowymi zasadami, i dokonuję wyboru nowego sposobu postępowania.
Trochę się obawiałem że będzie to kolejna odsłona niezdrowego skupiania się na żonie, ale jest dokładnie odwrotnie. Zasady, które przyjąłem korzystnie wpływają przede wszystkim na mnie. Lepiej mi się żyje z uśmiechem na twarzy, bez żądań i oczekiwań, bez przepychanek, z życzliwą i akceptującą postawą, z nastawieniem gotowości odłożenia na bok moich stresujących zajęć i uważnego słuchania.
Na żonę też to wpłynęło korzystnie, dostrzega moją zmianę i mówi mi o tym, chociaż nie powiedziałem jej nic w rodzaju: "wiesz, wdrażam teraz nowe zasady postępowania wobec Ciebie". Po prostu je sobie spisałem i po cichu zacząłem wdrażać, a zmiana jest widoczna.
Jestem zachęcony i będę się tego trzymał, będę szedł w tym kierunku.
Jeżeli ktoś to kiedyś przeczyta, zostanie zainspirowany i będzie chciał to wdrożyć w swoim życiu, to mam wskazówkę, która wydaje mi się istotna. Wdrożenie programu nie byłoby możliwe bez spisania i zniszczenia listów zawierających moje żale i pretensje wobec żony. Gdybym był obciążony pretensjami, szybko porzuciłbym mój program i wrócił na stare tory.
Jestem zdumiony i zasmucony tym, jak zaślepionym i zatwardziałym człowiekiem byłem do tej pory. Wspominam moje postawy z nieodległej przeszłości, i wydają mi się tak żenująco niedojrzałe, raniące i szkodliwe. Przeżywam ból straty spowodowanej moją dotychczasową głupotą i zatwardziałością. Ale nie biczuję się, nie obwiniam i nie oskarżam. Cóż, moja postawa była zła i głupia, nie usprawiedliwiam tego, ale przytulam moje wewnętrzne dziecko, daję sobie akceptację i afirmację, i idę dalej.
Chcę być bezlitosny dla swoich wad, i całkowicie akceptujący dla mnie jako osoby. Oddzielam moje zachowanie od człowieka, którym jestem. Nad zachowaniem można i należy pracować, eliminując błędy, a człowieka można i trzeba kochać i przytulać. I to właśnie robię.
Dbajcie o siebie, tego wam życzę.
Za tę wiadomość podziękował(a): Katarzynka77, Xena, Mimi, Krysia 1967, Basick

Proszę Zaloguj lub Zarejestruj się, aby dołączyć do konwersacji.

Ostatnia edycja: przez Tomasz23.

Moja historia 2022/06/13 07:04 #218

  • Tomasz23
  • Tomasz23 Avatar Autor
  • Wylogowany
  • Stały Użytkownik
  • Stały Użytkownik
  • Posty: 387
  • Otrzymane podziękowania: 1346
Dziś czuję się trochę gorzej, zmęczony, pod presją, zniechęcony.
Wczoraj pokłóciłem się z młodszą córką. Zraniła mnie, płakałem, mówiłem do siebie różne przykre słowa o niej i o jej siostrze. Nie słyszała tego. Ona też się popłakała, przeprosiłem ją, pogodziliśmy się. Ale ciągle dochodzę do siebie po tej sytuacji.
Żona na razie zaprzestała chodzenia na terapię. Stało się to po tym, gdy wyszło na jaw jej kłamstwo odnośnie długości czasu trwania abstynencji. W dniu terapii pojechała do swojej mamy i siostry, która sporo pije. Pogadały sobie. Teraz żona twierdzi, że terapia jej niepotrzebna, bo zyskała świadomość własnego alkoholizmu, przyznała się do tego wobec paru osób z grona znajomych (fakt) i zamierza utrzymywać abstynencję. Trochę dziwi mnie logika, że uświadomienie sobie choroby doprowadziło ją do wniosku, że nie potrzebuje leczenia :wmur:
Trudno jest mi to puścić i nie ingerować, nie naciskać na nią w kierunku terapii. Czuję jednak, że to jest właściwa droga. Postawiłem granicę, i jest nią abstynencja żony, a nie jej udział w terapii. To, czy będzie się leczyć czy nie zostawiam jej. Tak jak zadeklarowałem daję jej przestrzeń. Powiedziałem co o tym myślę, ale teraz pilnuję się, żeby nie stroić fochów i nie uciekać się do mojego bogatego arsenału technik manipulacyjnych w celu zmuszenia żony do czegoś, co mi pasuje.
Podłożem manipulacji jest strach i chęć obronienia samego siebie. Czuję się coraz pewniej i bezpieczniej. Mam swoje życie, swoją relację z Siłą Wyższą i pewność, że wszystko dobrze się ułoży, niezależnie od zachowań ludzi wokół mnie.
W moim życiu i relacjach widzę sporo postępów, kroków do przodu. Ale są też słabe momenty, czy kroki wstecz. Nie wszystko idzie równym miarowym krokiem naprzód. W jednej sferze mam postęp, w innej zastój, w jeszcze innej krok do tyłu. Ale ogólnie zdrowieję.
Za tę wiadomość podziękował(a): Katarzynka77, Alex75, marcin, Krokus, Krysia 1967, Agata, makino, Basick

Proszę Zaloguj lub Zarejestruj się, aby dołączyć do konwersacji.

Moja historia 2022/06/14 06:44 #219

  • Tomasz23
  • Tomasz23 Avatar Autor
  • Wylogowany
  • Stały Użytkownik
  • Stały Użytkownik
  • Posty: 387
  • Otrzymane podziękowania: 1346
Dialog z wczoraj:
- Zastanawiam się, czy powinnam chodzić na terapię.
- To twoja sprawa, nie będę się do tego wtrącał.
- Chciałabym, żeby ci tak zostało.
- Bez obaw, tak zostanie.
Żona zbiera się do wyjścia.
- Dokąd się wybierasz?
- Na terapię.
:-?
Nic z tego nie rozumiem. Może tylko tyle, że w relacji z kobietą bardziej sprawdza się podążanie za intuicją niż za logiką.
Za tę wiadomość podziękował(a): marcin, Krysia 1967, Basick, Poszukiwaczka Radości

Proszę Zaloguj lub Zarejestruj się, aby dołączyć do konwersacji.

Moja historia 2022/06/14 07:06 #220

  • Alex75
  • Alex75 Avatar
  • Z dala
  • Moderator
  • Moderator
  • Posty: 6423
  • Otrzymane podziękowania: 11229
Ja zawsze chętniej robię coś wiedząc, że jest to mój wybór a nie przymus drugiej osoby. Nawet jak ten "przymus" to są zachęty. Przez wiele lat spełniłam zachcianki innych nie patrząc w ogóle na siebie. Dzisiaj jak słyszę "powinnaś" albo "zrób to czy tamto" to od razu mi się włącza system obronny. Myślę, że teraz jestem bardziej zrównoważona i nawet jak ktoś tak mówi to biorę pod uwagę jego słowa i rozważam czy faktycznie nie ma racji, a później podejmuje decyzję.

Pamiętam taki moment kiedy terapeutka uświadomiła mi, że mam wybór. Nie chodziło o terapię ale o byłego partnera. To był bardzo ważny moment. Wtedy poczułam, że nic nie muszę a jeśli coś robię to jest to moja decyzja, a nie chcenie innych osób a z tym pojawiła się chęć do dalszych zmian.
Za tę wiadomość podziękował(a): marcin, Krokus, Krysia 1967, Tomasz23, Basick

Proszę Zaloguj lub Zarejestruj się, aby dołączyć do konwersacji.

Moja historia 2022/06/14 08:01 #221

  • Katarzynka77
  • Katarzynka77 Avatar
  • Wylogowany
  • Przyjaciel Forum
  • Przyjaciel Forum
  • Posty: 3883
  • Otrzymane podziękowania: 13572
U mnie bardzo dobrze sprawdzało się " synu to Twoja decyzja".i to kiedy żyłam swoim życiem.Nawet jeśli na początku było to tylko na pokaz bo w głowie szalały myśli,pójdzie na tą terapie czy nie..dzwonił do terapeutki czy nie..On tego nie widział co tam siedzi w mojej głowie.
Ciężko się odciąć całkowicie od osoby którą kochamy.Martwimy się o nią przecież.Martwi Nas zachowanie tej osoby.
Zawsze sobie wtedy powtarzałam..Ja nic nie moge zrobić,to jego wybory @};-
Aby być prawdziwie wolnym,najpierw trzeba pokonać swoje słabości..
Za tę wiadomość podziękował(a): marcin, Krysia 1967, Tomasz23, Basick

Proszę Zaloguj lub Zarejestruj się, aby dołączyć do konwersacji.

Moja historia 2022/06/17 07:57 #222

  • Tomasz23
  • Tomasz23 Avatar Autor
  • Wylogowany
  • Stały Użytkownik
  • Stały Użytkownik
  • Posty: 387
  • Otrzymane podziękowania: 1346
Witam wszystkich,
Zdałem egzamin zawodowy, mam teraz inne możliwości na rynku pracy, z których w najbliższych miesiącach skorzystam.
Od czasu gdy przepędziłem Mariusza poczułem się pewniej w relacji nie tylko z żoną, ale też ogólnie z kobietami.
Coraz łatwiej mi pogodzić się z faktem, że żona ma kolegów. Ja też swobodnie podchodzę do kobiet, swobodniej rozmawiam. W niektórych rozmowach pojawiają się sygnały, że moja rozmówczyni uważa mnie za kogoś atrakcyjnego. Zbywam to uprzejmie. Mam żonę, kropka.
Ogólnie dużo dobrych rzeczy się dzieje. Czuję że coraz częściej wyrażam prawdziwego siebie, swoje prawdziwe myśli, wartości, przekonania i uczucia, i staję się mężczyzną, którego sam chciałbym naśladować. Dobrze się czuję w swojej skórze, nie chciałbym być kimś innym. To bardzo miłe i uwalniające uczucie.
Za tę wiadomość podziękował(a): Katarzynka77, marcin, Krysia 1967

Proszę Zaloguj lub Zarejestruj się, aby dołączyć do konwersacji.

Moja historia 2022/06/17 08:44 #223

  • Poszukiwaczka Radości
  • Poszukiwaczka Radości Avatar
  • Wylogowany
  • Bywalec
  • Bywalec
  • Żyję po to, by kochać.
  • Posty: 58
  • Otrzymane podziękowania: 48

Czasem czytam posty mniej świadomych osób, w stylu "co zrobić, żeby przestał pić? Niech tylko przestanie pić!" Moja żona przestała, ale alkoholizm nie zniknął. Pomału dociera do mnie jakie to bagno. Przez te wszystkie lata byłem pacynką mojej żony, która pociągała za sznureczki: "no uśmiechnij się!" "czemu jesteś taki smutny?" "gdybyś był weselszy, byłabym szczęśliwsza", "nie mów tak do mnie, bo ręce mi drżą". Teraz pacynka zerwała się ze sznureczków, mówi co czuje i myśli. To jest bardzo bolesne dla mojej żony. Wyobraźcie to sobie - przez ostatnie trzy dni pacynka mówiła jej, jak się czuje po wielu latach chodzenia na sznureczkach swojej pani.

Wczoraj usłyszałem od żony, że jej problem z piciem zaczął się rok temu, a wcześniej to prawie nie piła, może raz w tygodniu. Pomyślałem że choroba ciekawie wykrzywia człowiekowi obraz świata.

Bardzo pomaga mi przebywanie wśród przyrody, z dala od ludzi. Patrzę na liście, kwiaty, słucham śpiewu ptaków, obserwuję to, co się dzieje. Mówię do Tego, który to wszystko stworzył. Niektórzy nazywają to modlitwą. Żona kiedyś po pijaku powiedziała mi, że Bóg wrzuci mnie do piekła za to, co jej zrobiłem. To, czego doświadczam mówiąc do Boga wśród przyrody jest zupełnie inne. To trochę tak, jakby nagle wszystkie drzewa, kwiaty, trawy, ptaki, niebo zamieniały się w wielką gąbkę, która wysysa ze mnie całą emocjonalną ropę i zgniliznę, oczyszcza rany mojej duszy. I czuję się lepiej. Potrzebowałem się tym z Wami podzielić.


Dokładnie tak się czuję, jak taka pacynka, laleczka...że "piję, bo jesteś dla mnie zimna, bo stawiasz mur"... ale jak się otwierać dla nietrzeźwego, jak go wtedy otaczać miłością....Laleczka po prostu nie spełnia wymogów, bo uciekająć od nałogu jednocześnie unika oprawcy.

Też czasem mam wrażenie, że te problemy z piciem są z mojej winy. Że jestem tak zimna, beznadziejna i wymagająca, że nic tylko się napić. Skrzywiony obraz rzeczywistośći uzaleźnionego czy jednak moje błędy? Jestem najgorsza, bo ze mną nie można iść na imprezę raz na jakiś czas, by spotkać się, wypić pogadać... (unikam takich schadzek, które są tylko pretekstem do wypicia i dlatego jestem najgorsza).

Na szczęście żona mówiąc to o piekle ma na tyle skrzyiony obraz świata rzeczywistego, że nie wiem co mówi. Wątpię, czy wogóle to rozumie. Często spotykam się z "odwracaniem kota ogonem". Ktoś czuje się zaatakowany, więc najlepiej odwrócić sytuację i powiedzieć, że to ktoś inny jest taki zły i niedobry. I kto tak naparwdę zasługuje na piekło, nie widząc swojej winy... Nie przerywaj takich swoich modlitw. To niesamowicie buduje.

Jesteś bardzo stanowczy, zdeterminowany, pewny w działaniu a przede wszszystkim konsekwenty i bardzo świadomy co się dzieje. Taka mocna męska ręka. I dzięki temu te sukcesy Gratuluję!
Za tę wiadomość podziękował(a): Tomasz23

Proszę Zaloguj lub Zarejestruj się, aby dołączyć do konwersacji.

Moja historia 2022/06/17 09:17 #224

  • Tomasz23
  • Tomasz23 Avatar Autor
  • Wylogowany
  • Stały Użytkownik
  • Stały Użytkownik
  • Posty: 387
  • Otrzymane podziękowania: 1346
Cześć Poszukiwaczko
:czesc:
Zacytowałaś bardzo starego posta, pisanego wówczas, gdy rany były świeże. Miałem wtedy dużo żalu do żony, złości na nią za to co zrobiła.
Teraz już nie przeżywam tych emocji - przebaczyłem, odpuściłem. Pokochałem, tzn. zastąpiłem toksyczne przywiązanie postawą miłości. Na razie na poziomie decyzji, świadomego wyboru postawy. Czas pokaże jak bardzo byłem w tym konsekwentny.
Tak przy okazji - teraz dobrowolnie robię to, czego żona przez lata bezskutecznie się domagała: UŚMIECHAM SIĘ :) :lol: aypererew
Szeroko, pogodnie, z akceptacją. Trochę się czasem do tego zmuszam, ale uśmiecham się, bo tak chcę, bo to rozprasza chmury.
Alkoholik nie przez Ciebie pije i nie przez Ciebie przestanie.
Moja żona nie pije, bo tak postanowiła. Chodzi na terapię, bo tak zdecydowała. Wspieram ją w tych wyborach, kibicuję jej, ale to jej wybory. W pewnym sensie nie mam na nie wpływu, i nie są one moją zasługą.
Z drugiej strony - ja traktuję ją lepiej nie dlatego, że przestała pić, ale dlatego, że tak postanowiłem. Zdrowieję, bo tego chcę, bo nad tym pracuję. Wybory mojej żony ułatwiają mi zdrowienie, ale nie decydują o nim. Niezależnie od tego co zdecyduje moja żona ja i tak będę zdrowiał, korzystając ze wsparcia mojej Siły Wyższej, bo tak postanowiłem.
Nasze decyzje mają ogromne znaczenie. Nie mamy mocy aby zapanować nad naszym życiem, ale mocą decyzji dokonujemy wyboru siły większej od nas samych, z którą chcemy współpracować. Albo jest to Siła Wyższa (Bóg), która dąży do naszego dobra i zdrowienia, albo jest to siła alkoholu i współuzależnienia. Tak to rozumiem.
Za tę wiadomość podziękował(a): Katarzynka77, marcin, Krysia 1967

Proszę Zaloguj lub Zarejestruj się, aby dołączyć do konwersacji.

Ostatnia edycja: przez Tomasz23.

Moja historia 2022/06/17 16:58 #225

  • Aknum
  • Aknum Avatar
  • Z dala
  • Gaduła
  • Gaduła
  • Posty: 148
  • Otrzymane podziękowania: 277
"Nie, nie o to, że skonfrontowałem jej kłamstwo, ale o to, że jadąc na terapię poprosiłem ją, żeby nie mówiła mi w kółko gdzie mam skręcić i jak mam jechać. Jej zdaniem wyraziłem w ten sposób brak szacunku, zmaltretowałem ją psychicznie i zdeptałem jej poczucie własnej wartości, czym dowiodłem własnego egoizmu i hipokryzji."
Trochę nie rozumiem reakcji Twojej żony. W sensie jej zmaltretowania psychicznego, zwyczajną prośbą o nieingerowanie w to jak prowadzisz auto. Pachnie to lekkim przewrażliwieniem na własnym punkcie..ale mogę się mylić :)

Proszę Zaloguj lub Zarejestruj się, aby dołączyć do konwersacji.

Ostatnia edycja: przez Aknum.

Moja historia 2022/06/17 19:05 #226

  • Poszukiwaczka Radości
  • Poszukiwaczka Radości Avatar
  • Wylogowany
  • Bywalec
  • Bywalec
  • Żyję po to, by kochać.
  • Posty: 58
  • Otrzymane podziękowania: 48
Wybacz, że powróciłam do Twojej pszeszłości, może przywołałam jakieś gorsze wspomnienia:) ALe poznaję Wasze historie, jako świeżynka tutaj, a chciałąbym je znać od początku .
Cieszę się, że nauczłeś się miłości, choć kosztowało to trochę wysiłku. Jeszcze bardziej cieszę się, że BEZ ŻADNEJ PRESJI uśmiechasz się. Jakie to jest potrzebne :)aypererew Dzięki Bogu, i dzięki też Wam pojawia się nadzieja, również i dla mnie. Bo było u Was w małżeństwie różnie, nawet już na ostrzu, a jednak wspólną pracą udało się. Choć nie ujmując Twojej żonie, uważam, że wykazałeś się takimi męskimi krokami, zdeterminowaniem w walce o nią i rodzinę. A bez tego...daleko można nie zajechać. Jednak męskie decyzje to coś ;) Powodzenia w dalszych planach :) Dbajcie o siebie:)
Za tę wiadomość podziękował(a): Tomasz23

Proszę Zaloguj lub Zarejestruj się, aby dołączyć do konwersacji.

Moja historia 2022/06/24 06:41 #227

  • Tomasz23
  • Tomasz23 Avatar Autor
  • Wylogowany
  • Stały Użytkownik
  • Stały Użytkownik
  • Posty: 387
  • Otrzymane podziękowania: 1346
Witajcie,
Jak już pisałem udało mi się zdać egzamin zawodowy, i to przyzwoicie. Nie idealnie, ale lepiej niż przeciętnie. Zaczynam rozglądać się za nową pracą.
Notuję postęp w relacjach z kolegami. Mam ich coraz więcej, i poświęcam im coraz więcej czasu. Cieszę się z tego, to zmiana na korzyść.
Wczoraj spędziłem czas z córkami. Chciałem być bardziej obecny, ale byłem niewyspany i rozkojarzony, bo żona przyniosła od lekarza diagnozę. Na tyle niepokojącą, że pojawiła mi się w głowie myśl: "Co by było, gdybym został sam?"
Nie czułem lęku przed stratą, ale niepokój, zamieszanie, i jakieś dziwne uczucie skręcania w środku, mdłości. Nieprzyjemne to było. Ciężko mi było zebrać myśli. Odniosłem wrażenie, że jestem psychicznie przygotowany na zmierzenie się ze stratą w postaci śmierci najbliższej osoby. Nie znaczy to, że się tego spodziewam, ale gdzieś wewnątrz wiem, że jestem w stanie przeżyć coś takiego i pójść dalej, nie uciekając w uśmierzanie bólu jakimś nowym związkiem.
Ostatecznie diagnoza dolegliwości żony okazała się znacznie mniej niepokojąca niż początkowo to wyglądało. Ale cóż. Żyjemy z alkoholizmem, który sam w sobie jest poważną chorobą.
W relacji z żona nadal robię to, co postanowiłem - uśmiecham się, nie żądam, daję pierwszeństwo, akceptuję, nie obwiniam, afirmuję, współdziałam, uważnie słucham, przykrywam miłością i daję przestrzeń. Trochę mnie śmieszy to zadawane ukradkiem pytanie, czasem werbalnie, czasem mimiką twarzy: "Hej, ale ty już taki zostaniesz, co?"
Tak, zostanę, nie ma obaw.
Za tę wiadomość podziękował(a): Michael, Tomoe, Katarzynka77, Gosiax, Alex75, Krokus, Krysia 1967

Proszę Zaloguj lub Zarejestruj się, aby dołączyć do konwersacji.

Moja historia 2022/06/24 07:35 #228

  • Krysia 1967
  • Krysia 1967 Avatar
  • Wylogowany
  • Przyjaciel Forum
  • Przyjaciel Forum
  • Posty: 2725
  • Otrzymane podziękowania: 5626
I nie zmieniaj się :czesc: .
Z doświadczenia wiem,że jaka by nie była diagnoza,wsparcie owszem,ale strach w oczach bliskich ,chociaż był uzasadniony,nie podnosił mnie na duchu.Teraz rozumiem ich strach,kiedy szłam na operację ,a oni czekali na korytarzu,czy wyjadę z sali ,z udaną operacją,sparaliżowana,czy wogóle zywa.Przekonałam się,że to dużo zależy odemnie,jak ja znoszę ból,cierpienie i jak go okazuję,nie chcę,żeby tym żyli,zresztą póki co sama się na tym nie skupiam.Dobrze,że żyjesz swoim życiem i jesteś wsparciem,to w zupełności żonie wystarczy .Podziwiam Cię za Twoje zmiany.
Pozdrawiam@};-
Za tę wiadomość podziękował(a): marcin, Tomasz23

Proszę Zaloguj lub Zarejestruj się, aby dołączyć do konwersacji.

Moja historia 2022/06/24 08:02 #229

  • Poszukiwaczka Radości
  • Poszukiwaczka Radości Avatar
  • Wylogowany
  • Bywalec
  • Bywalec
  • Żyję po to, by kochać.
  • Posty: 58
  • Otrzymane podziękowania: 48
Bardzo dużo siły w Tobie, pełen Respekt, chylę czoła.
Wydaje mi się, że Tobie jako mężczyźnie łatwiej złapać ten dystans. Ale oczywiście to są efekty Twojej pracy.
Trzymaj się ciepło.
Za tę wiadomość podziękował(a): Tomasz23

Proszę Zaloguj lub Zarejestruj się, aby dołączyć do konwersacji.

Moja historia 2022/06/28 07:17 #230

  • Tomasz23
  • Tomasz23 Avatar Autor
  • Wylogowany
  • Stały Użytkownik
  • Stały Użytkownik
  • Posty: 387
  • Otrzymane podziękowania: 1346
Witajcie,
Wczoraj zaliczyłem doła. Nie pamiętam kiedy ostatnio tak się nad sobą użalałem: "nikt mnie nie kocha, jestem w czarnej dziurze, jestem nieudacznikiem". Płakałem z pół godziny, włączyłem sobie grę na komputerze, ale szło mi tak fatalnie, że czułem się jeszcze bardziej zdołowany.
Dobrze, że żona wyszła na swoją terapię, i załapała się tylko na wstępną fazę mojego obniżonego nastroju. A i tak jej nawrzucałem :(
Otarłem łzy, trochę się pozbierałem, zacząłem majstrować przy swoim profilu na LinkedInie, pod kątem szukania pracy. Z pięć lat tam nie zaglądałem. Wyświetliły mi się osoby, które mogę znać, a wśród nich znajoma facjata. Bliski kolega sprzed lat. Dziś w zarządzie jednego z banków.
A ja gdzie?
I znowu zjazd na samo dno. :( :( :(

Proszę Zaloguj lub Zarejestruj się, aby dołączyć do konwersacji.

Moja historia 2022/06/28 08:02 #231

  • andrzejej
  • andrzejej Avatar
  • Wylogowany
  • Senior Forum
  • Senior Forum
  • Myślę, więc jestem.
  • Posty: 9452
  • Otrzymane podziękowania: 15207

Bliski kolega sprzed lat. Dziś w zarządzie jednego z banków.
A ja gdzie?
I znowu zjazd na samo dno.

Tomek :ymhug: nie przesadzaj z tym zjazdem na samo dno. l-)
Włącz sobie wdzięczność za to - co masz dzisiaj, a o czym zapomniałes. :-BD
Ja myślę, że znajdziesz właściwego "winnego" swej niedoli.
Ku pokrzepieniu zacytuję urywek Desideraty:
"Jeśli porównujesz się z innymi, możesz stać się próżny lub zgorzkniały,
albowiem zawsze będą lepsi i gorsi od Ciebie".
Ps. Alex siedzisz w mojej głowie. :lol:
Za tę wiadomość podziękował(a): marcin, Tomasz23, Poszukiwaczka Radości

Proszę Zaloguj lub Zarejestruj się, aby dołączyć do konwersacji.

Ostatnia edycja: przez andrzejej.

Moja historia 2022/06/28 08:03 #232

  • Alex75
  • Alex75 Avatar
  • Z dala
  • Moderator
  • Moderator
  • Posty: 6423
  • Otrzymane podziękowania: 11229
Znasz desideratę: "Jeśli porównujesz się z innymi możesz stać się próżny lub zgorzkniały, albowiem zawsze będą lepsi i gorsi od ciebie".

Porównywanie się z innymi może być destrukcyjne. Każdy ma inną sytuację i warunki. Tak naprawdę przeczytałeś o nim jedną informację, nie wiesz jak jest. Być może wytworzył ci się w umyśle obraz szczęśliwego człowieka sukcesu a prawda może być zupełnie inna. To co widać na zewnątrz często jest mylące.
Z drugiej strony wiadomo że przy pracy nad sobą i zdrowieniu są postępy ale są też kroki do tyłu. Nie raz tak miałam ale sama świadomość co się dzieje i dlaczego pomagała mi realistycznie ocenić sytuację. Mimo, że były trudne sytuacje, szłam do przodu, raz wolniej, raz szybciej ale do przodu. Moje życie zmieniło się na lepsze nawet z tymi gorszymi chwilami i to było i jest istotne.
Za tę wiadomość podziękował(a): andrzejej, marcin, blackangel, Tomasz23, Poszukiwaczka Radości

Proszę Zaloguj lub Zarejestruj się, aby dołączyć do konwersacji.

Moja historia 2022/06/28 08:22 #233

  • Poszukiwaczka Radości
  • Poszukiwaczka Radości Avatar
  • Wylogowany
  • Bywalec
  • Bywalec
  • Żyję po to, by kochać.
  • Posty: 58
  • Otrzymane podziękowania: 48
Te chwile z zaniżonym nastrojem to podobno tez pewien etap całego procesu. A łzy są samowyzwalaczem, służą oczyszczeniu emocji więc mam nadzieję, że pomogło.
Ja tylko tak krótko powtórzę pewną myśl na dzisiaj z "Dzień po dniu w Al-alone" : "W codziennym życiu niewiele wydarza się spraw, które są warte zmartwienia, oburzenia lub litowania się nad sobą . Dają mi nadzieję te słowa i nieco inną perpektywę. Nie zawsze udaje się mieć na uwadze tą inną perpektywę, ale tak naprawdę tylko my sami jesteśmy kreatorami.

Skoro zasiadeś już do majsterkowania przy profilu to znów kolejny krok. Najważniejsze więc, że w końcu osiągniesz zamierzony cel, a kiedy? I że nie było to już lata temu jak u innych? Czy to ważne? Ważne, że dążysz. Każdy ma swoje tempo i każdy osiąga swoje szczyty w najbardziej odpowiednim dla niego momencie.

Trzymaj się i nie daj się.
Za tę wiadomość podziękował(a): Alex75, marcin, Tomasz23

Proszę Zaloguj lub Zarejestruj się, aby dołączyć do konwersacji.

Ostatnia edycja: przez Poszukiwaczka Radości.

Moja historia 2022/06/28 09:26 #234

  • Tomasz23
  • Tomasz23 Avatar Autor
  • Wylogowany
  • Stały Użytkownik
  • Stały Użytkownik
  • Posty: 387
  • Otrzymane podziękowania: 1346
Cytat z Desideraty trafiony w punkt.
Byłem wczoraj bliski zgorzknienia.
Zniechęcające było dla mnie nie tyle to, że kolega (nawiasem mówiąc kolejny z rzędu) osiągnął więcej, ile to, że wywołało to u mnie zawiść i rozgoryczenie. Okazało się, że mój proces zdrowienia nie jest ani tak głęboki, ani tak zaawansowany jak bym tego sobie życzył.
Dzisiaj nabieram dystansu, śmieję się z tego, ale odczuwam wstyd i zażenowanie swoją postawą. Kolejna lekcja pokory do przełknięcia.
Zachęciła mnie postawa żony - wróciła z terapii z jakimś błyskiem w oczach i świeżym zapałem do pracy nad sobą.
No i w końcu ja też nie stoję w miejscu. Zdałem egzamin, dłubię w tym LinkedInie, rozglądam się po rynku pracy, robię naprawdę sporo małych i większych rzeczy, aby poprawić swoją sytuację zawodową i finansową. Docenię siebie za te drobiazgi, i nie będę się porównywał z innymi. Powoli lecz pewnie.
Za tę wiadomość podziękował(a): andrzejej, Tomoe, Alex75

Proszę Zaloguj lub Zarejestruj się, aby dołączyć do konwersacji.

Ostatnia edycja: przez Tomasz23.

Moja historia 2022/07/21 09:09 #235

  • Tomasz23
  • Tomasz23 Avatar Autor
  • Wylogowany
  • Stały Użytkownik
  • Stały Użytkownik
  • Posty: 387
  • Otrzymane podziękowania: 1346
Napiszę kilka słów w swoim wątku.
Zdecydowałem się zakończyć terapię indywidualną i grupową. Nie uciekłem. Spotkałem się z terapeutą i wytłumaczyłem powody mojej decyzji. To samo zrobiłem na grupie, pożegnałem się.
Doszedłem do wniosku, że w tym czasie optymalnym rozwiązaniem będzie dla mnie ograniczenie się do pracy w programie Al-Anon. Mam dużo wyzwań- rodzina, budowa, zmiana pracy. Nie chcę zagubić kwestii zdrowienia wpadając w wir zajęć, ale uważam, że jedno spotkanie Al-Anon w tygodniu plus codzienne czytanie literatury/forum to dla mnie optymalny nakład w tym czasie. Uzgodniłem z terapeutą, że za dwa miesiące spotkamy się ponownie, i wtedy ostatecznie zdecyduję, czy kończę terapię, czy na nią wracam.
Trochę brakuje mi grupy z terapii, fajnie nam się razem pracowało. Ale wróciłem do grupy Al-Anon, i też jest w porządku.
Żona nadal uczestniczy w swojej terapii. Trzymam się w relacji z nią tego, co postanowiłem na początku czerwca, tzn. uśmiecham się, nie wymagam, daje pierwszeństwo, akceptuję, nie obwiniam, afirmuję, pomagam, uważnie słucham, przykrywam miłością, daje przestrzeń. Trzymanie się tych zasad w relacji przynosi mi spokój i pogodę ducha. Wczoraj wspólnie wracaliśmy samochodem, i żona postanowiła zrobić zakupy. Byłem zmęczony, nie chciało mi się. Zazwyczaj w tego typu sytuacjach skupiałem się na moim złym samopoczuciu i zaczynałem wyrażać swoje niezadowolenie, ale tym razem przypomniałem sobie o "dawaniu pierwszeństwa" i pomyślałem: "Co mi szkodzi, żeby schować do kieszeni moje zmęczenie i dać pierwszeństwo jej planom zrobienia zakupów?" Postanowiłem w tej konkretnej sytuacji dać pierwszeństwo planom żony. Jestem zadowolony, że tak właśnie zrobiłem. Zakupy były potrzebne, ja nie byłem aż tak bardzo zmęczony żeby ich nie zrobić, zresztą chwilę później oboje odpoczęliśmy. Takich sytuacji jest wiele. Przypominając sobie o zasadach, którymi postanowiłem się kierować sprawiam, że nasza relacja jest dużo przyjemniejsza, a nasz dom staje się spokojnym miejscem.
Niedawno o czymś z żoną rozmawiałem, miałem wyraźnie inne zdanie na jakiś temat. Po pewnym czasie żona zapytała "ale właściwie co się dzieje?" Odpowiedziałem łagodnie: "Kłócimy się". Po latach wrzasków i agresji doszliśmy do miejsca, w którym nawet kłótnia przebiega w atmosferze wzajemnego szacunku i łagodności. Mam dziwne wrażenie, że to wszystko mi się śni, że opowiadam jakiś sen. Ale to się dzieje naprawdę.
O tym, że nie śnię, przypominają mi przykre życiowe sytuacje. Młodsza córka wylądowała w szpitalu. Na szczęście okazało się, że to nic poważnego. Dziś wychodzi.
Za tę wiadomość podziękował(a): andrzejej, Alex75, Xena, Krysia 1967, Poszukiwaczka Radości

Proszę Zaloguj lub Zarejestruj się, aby dołączyć do konwersacji.