Witamy, Gość
Nazwa użytkownika: Hasło: Zapamiętaj mnie
Dziennik Uczuć jest lusterkiem w którym można przyglądać się swojemu wnętrzu.

TEMAT:

Witam serdecznie - Krzysztof, alkoholik 2021/02/21 14:06 #1016

  • Anetka
  • Anetka Avatar
  • Wylogowany
  • Stały Użytkownik
  • Stały Użytkownik
  • Posty: 431
  • Otrzymane podziękowania: 1327
Dzięki Krzychu @};-
Jak się lubi to co robi, to się to po prostu robi.
Pozdro
" Time changes" ..
Mój profil: Szczęścia mozna się nauczyć. Na forum od 2018
Za tę wiadomość podziękował(a): Krzysztof Z.

Proszę Zaloguj lub Zarejestruj się, aby dołączyć do konwersacji.

Witam serdecznie - Krzysztof, alkoholik 2021/02/21 20:47 #1017

  • steppenwolf
  • steppenwolf Avatar
  • Wylogowany
  • Stały Użytkownik
  • Stały Użytkownik
  • Simplicity is the ultimate sophistication
  • Posty: 592
  • Otrzymane podziękowania: 2443
W nawiązaniu do wpisu Tomoe, ja regularnie słucham dominikanina Adama Szustaka. Mądry facet z niego. To piszę ja, zasadniczo ateista, z lekkimi skłonnościami ^^)
Jak już tu wpadłem, to się, Krzychu, przywitam. Dawno mnie nie było, ale czytam regularnie. Lubię te Twoje relacje z prawdziwego życia.
Za tę wiadomość podziękował(a): Anetka

Proszę Zaloguj lub Zarejestruj się, aby dołączyć do konwersacji.

Witam serdecznie - Krzysztof, alkoholik 2021/02/22 12:53 #1018

  • Anetka
  • Anetka Avatar
  • Wylogowany
  • Stały Użytkownik
  • Stały Użytkownik
  • Posty: 431
  • Otrzymane podziękowania: 1327
Steppenwolf w nawiązaniu do Twojej wypowiedzi...o.Szustak zrobił z o. Danielem Wojda super serie na Pogłębiarce na yt. Jak to mówił Dominikanin z Jezuita robią wspólnie projekt-znaczy piekło zamarzło buahaha Trafiłam na Daniela.. potem na jego rozmowy z przyjaciółmi, często podczas jazdy autem. Genialne rozmowy-polecam.
To zupełnie inna Wiara, niż znałam kiedyś. :grin:
Krzychu sorry za off top.
" Time changes" ..
Mój profil: Szczęścia mozna się nauczyć. Na forum od 2018
Za tę wiadomość podziękował(a): steppenwolf

Proszę Zaloguj lub Zarejestruj się, aby dołączyć do konwersacji.

Ostatnia edycja: przez Anetka.

Witam serdecznie - Krzysztof, alkoholik 2021/02/25 16:14 #1019

  • Krzysztof Z.
  • Krzysztof Z. Avatar Autor
  • Wylogowany
  • Przyjaciel Forum
  • Przyjaciel Forum
  • Posty: 2824
  • Otrzymane podziękowania: 9161
Dzięki wszystkim za zwroty i off topy ^^) :lol: Postaram się coś napisać później lub w weekend, ale nic nie obiecuję, bo pogoda jest taka, że może działka? :-?

Dziś tylko wpadłem życzenia urodzinowe złożyć pewnej bardzo, bardzo dobrej osóbce, bo wyjątkowo skleroza do dat mnie opuściła :P

Żartuję - wczoraj wieczorem na chwilę na forum zajrzałem :mrgreen:

Pozdrawiam wszystkich i uważajcie na siebie, przy takich zmianach temperatur nie trudno o choróbsko. Zwykłe, nie to nowe.
„Been searching somewhere out there
For what’s been missing right here”

Proszę Zaloguj lub Zarejestruj się, aby dołączyć do konwersacji.

Witam serdecznie - Krzysztof, alkoholik 2021/02/27 05:38 #1020

  • Krzysztof Z.
  • Krzysztof Z. Avatar Autor
  • Wylogowany
  • Przyjaciel Forum
  • Przyjaciel Forum
  • Posty: 2824
  • Otrzymane podziękowania: 9161
Dzień dobry ~O)

Jak człowiek kładzie się spać „jak gupi” o 20:30 to i wstaje „jak gupi” - o nieprzyzwoicie wczesnej porze w wolny od pracy dzień :mrgreen:
Ale oczywiście ma to swoje plusy - można sobie na spokojnie co nieco tutaj napisać.

Tydzień miałem dość trudny, ale i ciekawy pod względem emocji. Zachodzą we mnie zmiany, które sam zauważam. Oczywiście nie jest to tak, że te zmiany pojawiły się nagle. Chyba od momentu, gdy dowiedziałem się o tym, że teść jest chory na covid zaczęło dziać się ze mną coś dziwnego aczkolwiek wg ogólnoprzyjętych zasad moralnych w cywili społeczeństwie jednak pozytywnego. Byłem gotów - i piszę to Wam szczerze - rzucić wszystko (tzn brać urlop) i jechać tam, by z nim siedzieć ryzykując zakażenie. De facto nie pojechałem, jak wiecie pojechaliśmy później i teraz teściu mieszka u nas od czasu do czasu nieśmiało coś przebąkując, że przeszkadza i coś tam o powrocie, co kwituję: „Niech tata nie gada głupot”.
I teraz ta druga sprawa, która miała się zakończyć wraz z przyjęciem wspomnianego wcześniej kolegi do szpitala, ew jakby chciał po wyleczeniu (które niestety nie nastąpi) trzeźwieć to podzieliłbym się z nim swoimi doświadczeniami, skierował tam, gdzie otrzyma pomoc, itd. Sytuacja jest jaka jest, a ja... wcale nie uciekam. Nie uciekam, choć nie pamiętam od kiedy bałem się (dosłownie) umierających ludzi.
Alkoholicy, których znam, ci, którzy wrócili do picia także w jakimś sensie umierają, ale mogą się opamiętać, znaleźć w sobie siłę i przestać. Alkoholizm, mimo wszystko, to nie jest wyrok. Zawsze jest szansa lub przynajmniej cień szansy i takich ludzi się nie bałem. Ale ludzi „z wyrokiem” owszem.
Teraz ani się nie boję ani nie brzydzę, ani nie przeżywam jakie to jest kuźwa straszne - chociaż tak, jest. Jednak myślę o tym jak mądrze pomóc, a nie tak, by zaszkodzić. I bynajmniej nie zamierzam wiać, choć jeszcze pół roku temu pewnie dałbym dyla uspokajając sumienie tym, że gość ma przecież siostrę, a w ogóle co mnie obchodzi jakiś obcy typ. Zdrowy egoizm tak zwany :P
Cóż, myślę, że wcześniej nie byłem na siłach, by komuś, kto jest w takiej sytuacji pomagać. Dzisiaj wygląda to nieco inaczej. Ale - zdrowy egoizm jednak w jakimś stopniu jest, przesiadywać u niego codziennie nie mogę, bo mam też swoje życie, rodzinę, zobowiązania, odpocząć też trzeba. Jednak te 2-3 godziny w tygodniu znajdę bez problemu, żeby pogadać i pomóc w zakresie swoich możliwości. Nie są jakiś ogromne, ale zawsze coś tam. Może za bardzo uduchowiony to ja nie jestem, ale jak trzeba coś materialnego załatwić w sensie pielęgniarkę do domu czy rozłożenie na raty zaległych płatności za chatę to ja to raczej ogarnę. Człowiek w ogóle nie ma pojęcia jak się do tego zabrać, co mu przysługuje, co nie, a jego siostra, chociaż dobra dziewczyna to niestety nie myśli o tym, że pewne sprawy trzeba już załatwiać nie czekając ze wszystkim aż będzie gorzej i potem w panice działać.

No, tyle.
Właściwie nie wiem o czym miał być ten post, chciałem napisać o zmianach, a chyba mnie znowuż poniosło w innym kierunku :lol:

Za pół godziny budzę rodzinkę i po śniadaniu jedziemy na działkę. To tak z już całkiem lightowych rzeczy.
Z takiej pogody trzeba korzystać ^^)

Pozdrowienia dla Was wszystkich :-H
„Been searching somewhere out there
For what’s been missing right here”
Za tę wiadomość podziękował(a): Dahud, jerzak, Tomoe, AgaMars, Zakapior, Katarzynka77, Kayo78, Alex75, marcin, Namika, Krysia 1967, dzordzklunej, Kemer

Proszę Zaloguj lub Zarejestruj się, aby dołączyć do konwersacji.

Witam serdecznie - Krzysztof, alkoholik 2021/02/28 07:49 #1021

  • Dahud
  • Dahud Avatar
  • Wylogowany
  • Dobry Duszek
  • Dobry Duszek
  • Carpe diem...
  • Posty: 1892
  • Otrzymane podziękowania: 4097
Krzysiu, jestes po prostu DOBRYM CZLOWIEKIEM. :ymhug: :-* ~O)
Milego dzionka ci zycze.
,, ... Wazne sa tylko te dni, ktorych jeszcze nie znamy...''
Za tę wiadomość podziękował(a): Krzysztof Z.

Proszę Zaloguj lub Zarejestruj się, aby dołączyć do konwersacji.

Witam serdecznie - Krzysztof, alkoholik 2021/03/04 21:02 #1022

  • Krzysztof Z.
  • Krzysztof Z. Avatar Autor
  • Wylogowany
  • Przyjaciel Forum
  • Przyjaciel Forum
  • Posty: 2824
  • Otrzymane podziękowania: 9161

Krzysiu, jestes po prostu DOBRYM CZLOWIEKIEM. :ymhug: :-* ~O)


Podobno tak Madź. Ale tylko wtedy jestem dobry, kiedy śpię :lol:
Luba tak mówi ^^)

Ale się cieszę, że jutro ostatni dzień roboty i weekend aypererew Chociaż podobno pogoda ma być znów kiepska, ale zobaczymy. Jak będzie kiepska to może będą z tego jakieś korzyści i nadrobię WRESZCIE zaległości w czytaniu forum.

U młodszego syna wysyp zachorowań wśród grona pedagogicznego. Tzn wychowawczyni jest zdrowa (lub bezobjawowa :ymdevil: ), ale chora jest pani katechetka i jeszcze dwie osoby, które akurat z synem zajęć nie mają, ale krąży tam to dziadostwo. Jednak widzę dokładnie to samo zjawisko, co w pracy - ludzie coraz mniej się przejmują. Dzieci dalej chodzą na lekcje, jedno tylko z klasy było na kwarantannie, bo rodzic zachorował, ale jemu - temu chłopcu - nic nie dolega i już wrócił. W pracy podobne klimaty, a szkoda, bo bym sobie dla odmiany ze 2 dni chętnie popracował zdalnie ^^)

Media swoje, auto obserwacje swoje. Nie, nie lekceważę wirusa, bo najlepszym dowodem tego, że jest i potrafi dać nieciekawe powikłania jest teściu, ale... na co dzień po prostu o tym nie myślę. Każde z nas (wyjąwszy teścia, który ma przeciwciała) może to przynieść na chatę - ze szkoły, pracy, sklepu... albo nie. Nie ma co się zamartwiać na zapas.

Kolega niepijący alko w przyszłym tygodniu znów idzie do szpitala. Bardzo źle wygląda, z trudem chodzi. Tam mu trochę pomogą, przez jakiś czas będzie lepiej. I tak w koło Macieju - do końca. Ale on na szczęście nie myśli tak ponurymi kategoriami jak ja, z kolei ja wcale tego tematu (umierania) z nim nie poruszam, bo ani ze mnie ksiądz ani psycholog, ani żaden człowiek z nadzwyczajnym darem umiejętności wspierania jeśli chodzi o ten temat. Raczej bieżące tematy i co nieco o alkoholizmie, złu, jakie wyrządza, ale to są bardzo osobiste rozmowy i nic tutaj napisać nie mogę.
Początkowo myślałem, by może zawieźć go na miting, bo on wiary nie stracił i myślę, że swoją SW znalazłby bez problemu, ale...
Raz, że on wygląda źle i ma problemy z chodzeniem. Dwa - ja nie wątpię, że on i jego świadectwo mogłoby komuś pomóc, ale nie jestem pewny czy pomogło by jemu... czy też by się rozsypał i załamał. Gdyby mnie o to poprosił to bym to zrobił. Ale tak to nie, nie namawiam, nie zachęcam. Ani nie zniechęcam.
Ot, rozmawiamy.

Aha, z nowości to teściowa zaszczepiła się na koronę. Zero nopów. Ręka ją tylko jeden dzień bolała, a i to nie wiem czy nie przesadza, bo ma do tego spore skłonności.
Spore ^^) Jak ja to dyplomatycznie napisałem bnggfgbfb

Co więcej? Chyba na razie na szczęście nic, bab zajęta swoimi interesami przez neta, teściu z pamięcią jakby lepiej, ale wciąż są takie lekkie potknięcia typu czyta coś i za chwilę nie pamięta, lecz rozmawiamy już o tym normalnie. Gubić się na dworze nie gubi, orientacji nie traci. Ja bym powiedział, że na dzień dzisiejszy to ma większe problemy ze skupieniem się właśnie na treści czytanego tekstu, zapamiętywaniu PINów, etc. Rozmawia też normalnie. Ta normalna komunikacja wiele usprawnia - on mówi od razu, że czegoś nie pamięta albo my mu mówimy, a nie wymieniamy ukradkiem spojrzenia.

Tyle moi drodzy. Wybaczcie, że już dziś do Was na wątki nie zajrzę. Naprawdę postaram się to nadrobić w wolnej chwili.

Pozdrawiam wszystkich serdecznie %%- ~O)
„Been searching somewhere out there
For what’s been missing right here”
Za tę wiadomość podziękował(a): Marta74, Dahud, Tomoe, AgaMars, Zakapior, Kayo78, Alex75, marcin, Namika, Krysia 1967

Proszę Zaloguj lub Zarejestruj się, aby dołączyć do konwersacji.

Witam serdecznie - Krzysztof, alkoholik 2021/03/14 16:53 #1023

  • Krzysztof Z.
  • Krzysztof Z. Avatar Autor
  • Wylogowany
  • Przyjaciel Forum
  • Przyjaciel Forum
  • Posty: 2824
  • Otrzymane podziękowania: 9161
A jednak dziś będzie trochę prywaty, bo mam czas, więc co nieco napiszę.
Sytuacja epidemiologiczna na Mazowszu - jak słychać. W związku z tym i młodszy syn przechodzi na nauczanie zdalne, ale będzie wyglądało to tak, że w jednym tygodniu w domu będą siedzieć klasy „A”, w kolejnym „B”.
Dobre i to, bo naprawdę tym naszym dzieciakom siedzenie w domu tyle czasu nie wychodzi na zdrowie i bynajmniej nie mam na myśli tego fizycznego.
Teściu, nasz maruda, znów zaczął coś przebąkiwać o powrocie do siebie po świętach, ale koniec końców stanęło na tym, że to kompletnie bez sensu i wstrzyma się dopóki nie zrobi się cieplej. Ma to znaczenie o tyle, że on tam ma swój mały biznes, którego prowadzenie musiał przerwać, bo najpierw zachorował, a potem znalazł się u nas. W taką jak obecnie ni to wiosenną ni to zimową pogodę tego typu biznesy nie funkcjonują i tak zbyt dobrze nawet w czasach niepandemicznych, a co dopiero teraz, kiedy nie dość, że tam aura do bani to jeszcze ludzie kasy nie mają.
W pracy bez zmian, dalej są zachorowania, ale dalej chodzimy w maseczkach na brodach, tego, kurde, już nikt nie powstrzyma. To nie jest bunt czy lekceważenie, po prostu ciężko się oddycha i nie wiem czy to nie ma podłoża psychicznego. Choć z drugiej strony to zjawisko masowe, co, wszyscy mamy jazdy psychiczne?
Maski prawidłowo na facjatach tylko na zebraniach, które czasami odbywają się w trybie normalnym, chociaż ostatnio nie. I każdy tylko czeka na koniec, żeby kinol sobie wystawić na powietrze.
Nie wiem, ktoś może nadal chodzi w maseczce cały czas, na innych działach nie bywam przecież, ale u nas maska na brodzie to powszechne.
Oczywiście oficjalnie wszyscy przestrzegają zaleceń :ymdevil: Może teraz wpadnie jakiś „kapo”, który będzie tego pilnować, biegać i wrzeszczeć... co przyniesie dokładnie odwrotny efekt, a jeśli poprawę to tylko na pokaz, pozorną. Chyba że zaczną nie tylko straszyć, a wlepiać nagany - w co wątpię.
Kolega alkoholik już po szpitalu, czuje się lepiej, we wtorek go odwiedzę. Po latach chlańska zaczął czytać książki, mało, pochłania je i nie wiem czemu mnie to tak cieszy. Być może dlatego, że mogę mu swoje pożyczać, a to też jakaś bardziej konkretna forma pomocy.

A. I jeszcze napiszę, co mnie zaszokowało. Koleżanka, nie po koronie, nie alkoholiczka, niepaląca, 34 lata... miała mały wylew. Jak opowiadała położyła się spać, a rano wstała ze sparaliżowaną jedną stroną twarzy.
Powiem Wam, że o ile kolega alkoholik wygląda albo źle albo bardzo źle to jego wygląd nie robi na mnie wrażenia tak jak zrobił stan tej młodej przecież dziewczyny. Ten paraliż poszedł tak dziwnie, że - no nawet nie chcę tego opisywać - wygląda tak, iż można się przerazić. Mam nadzieję, że to jakoś szybko ustąpi. Tym bardziej doceniam farta, którego ja sam miałem, bo kopciłem, chlałem, nie szanowałem swojego zdrowia i wręcz prosiłem się o coś takiego lub gorszego. Jednocześnie tym bardziej przykro mi, że takie rzeczy spotykają młodych, fajnych ludzi wbrew jakiejkolwiek logice.
O bab dziś nie będzie nic, choć planuję wpisa tematycznego o niej i jej tacie - są w końcu częścią mojego życia i ich relacje mają wpływ również na mnie. Ale muszę ów wpis przemyśleć, by znów „nie rozpruć się jak stare gacie” bnggfgbfb (powiedzonko mojej śp babci dotyczące kablowania) i zbytnio nie naruszyć też ich prywatności.

Aaa... i na Librusie pani wychowawczyni młodszego syna napisała, żeby sprawdzać dzieciom głowy, bo w szkole pojawiły się wszy :wmur: Nie mam zielonego pojęcia dlaczego w XXI wieku w szkołach jeszcze pojawiają się wszy, to z zaniedbania czy coś? Letko mnie to zdziwiło, ale bab już kupiła jakiś szampon profilaktyczny śmierdzący i może jakoś dziecia zabezpieczy.

Tyle z codziennych głupotek :lol: Naprawdę z podziwem czytam głębokie i mądre wpisy niektórych forumowiczów, ja ostatnio nic szczególnie mądrego nie mam do napisania.

Marzą mi się wakacje na naszej działce i spanie pod namiotem - tak mnie moje chłopaki zainspirowały, że chcieliby tam biwak urządzić z namiotem, śpiewami przy ognisku, iż kurczę - jestem bardzo za.
Ale trzeba jeszcze trochę cierpliwie poczekać.

Tradycyjne pozdro dla wszystkich z życzeniami dobrego tygodnia ~O) %%-
„Been searching somewhere out there
For what’s been missing right here”
Za tę wiadomość podziękował(a): Magda, Dahud, Tomoe, AgaMars, Adalbert, Zakapior, Katarzynka77, Kayo78, Alex75, Anetka, Krysia 1967

Proszę Zaloguj lub Zarejestruj się, aby dołączyć do konwersacji.

Witam serdecznie - Krzysztof, alkoholik 2021/03/14 19:02 #1024

  • Anetka
  • Anetka Avatar
  • Wylogowany
  • Stały Użytkownik
  • Stały Użytkownik
  • Posty: 431
  • Otrzymane podziękowania: 1327

ja ostatnio nic szczególnie mądrego nie mam do napisania.


A u mnie to co?? same fajne, mądre i pomocne!
Kfiota za to masz @};-
Oj jak ja tęsknie za słońcem i ciepełkiem i zielenią i za wędrówką, jak ty za namiotem.
A jeśli chodzi o wylew, to też u mnie w pracy był taki przypadek.Dzieeczyna obudziła się z zezem.
Na szczęście to się cofa i wchłania, a buzię można zoperowac plastycznie.
Wylewy zdarzają się nie tylko z powodu niezdrowego trybu życia, może dziewczyna miała tętniaka, albo problemy z krzepliwością krwi?
" Time changes" ..
Mój profil: Szczęścia mozna się nauczyć. Na forum od 2018
Za tę wiadomość podziękował(a): Krzysztof Z.

Proszę Zaloguj lub Zarejestruj się, aby dołączyć do konwersacji.

Witam serdecznie - Krzysztof, alkoholik 2021/03/19 20:59 #1025

  • Krzysztof Z.
  • Krzysztof Z. Avatar Autor
  • Wylogowany
  • Przyjaciel Forum
  • Przyjaciel Forum
  • Posty: 2824
  • Otrzymane podziękowania: 9161
Dobry wieczór ~O)

O bab dziś nie będzie nic, choć planuję wpisa tematycznego o niej i jej tacie - są w końcu częścią mojego życia i ich relacje mają wpływ również na mnie. Ale muszę ów wpis przemyśleć, by znów „nie rozpruć się jak stare gacie” bnggfgbfb (powiedzonko mojej śp babci dotyczące kablowania) i zbytnio nie naruszyć też ich prywatności.


W tygodniu troszku na ten temat pomyślałem, a nawet pogadałem z kolegą alkoholikiem, choć raczej pod kątem tego jak wyglądały moje relacje z teściami kiedy piłem i jak wyglądają obecnie. Może się wydawać, że to co w cytacie i wspomniana wyżej kwestia mają ze sobą niewiele wspólnego. Może nawet faktycznie tak jest, ale to mój forumowy dziennik uczuć, a nie mojej bab, więc jednak będę trzymać się tego, co ja czuję, myślę nie wchodząc tutaj za bardzo w cudze emocje.
Zacznę pisać dziś, ale znając życie pewnie dokończę następnym razem, gdyż wciąż mam kłopoty ze zwięzłym pisaniem i nie chodzi tutaj o lanie wody tylko o to, że sporo rzeczy uważam za zbyt istotne, by je po prostu pominąć.

Gdy piłem miałem bardzo złe relacje zarówno z teściem jak i teściową. Z teściem w początkach znajomości były one wręcz wrogie. Z teściową pozornie lepsze, gdyż towarzyszyła im „tylko” wzajemna niechęć. No może ona mnie nie cierpiała, ja jej nie lubiłem. Kiedy przestałem pić i zacząłem rozumieć czym jest choroba alkoholowa oraz co działo się ze mną, gdy piłem - jak bardzo miałem zaburzony, skrzywiony odbiór rzeczywistości - zrozumiałem, że mogłem bardziej lub mniej krzywdzić ludzi swoją oceną, nastawieniem do nich i bardziej bezpośrednio - zachowaniem. Zacząłem się przyglądać zarówno sobie jak i innym osobom i np zastanawiać się co tak właściwie zrobił mi teść, że go tak nie znoszę. Doszedłem do wniosku, że... „zrobił” mi to, że mnie rozgryzł zanim sam siebie rozgryzłem czyli wyczuł, iż mimo jakiejś tam prezencji, wykształcenia, ogłady jestem pijak-ladaco (no tak, taki byłem jako czynny), który stanowi dla jego córki zagrożenie w takim sensie, że po prostu może ją skrzywdzić. On się nie nabrał na moją skruchę, jeżdżenie pod dom, spanie tam w samochodzie w zimie, klękanie w śniegu przed bab, on zwyczajnie tego „nie kupił”... a ja byłem wściekły - sam wierząc jak to zaburzony alko, że jestem szczery jak złoto - że wątpi w moje intencje. Znaczy manipulacje. Ale że to były manipulacje to ja wiem odkąd zacząłem trzeźwieć. On wiedział od razu. To zresztą była pierwsza osoba, która mi powiedziała, że odstawiam cyrk. Cyrk, przedstawienie, błazen i nie dość, że widownia (czyli luba) niezbyt entuzjastycznie reagowała to jeszcze ten się wtranżala - tak sobie myślałem zły jak nie wiem co, a ta złość we mnie została na długo. Gdy piłem i cały czas pamiętałem tylko o tym, że teściu nie powitał mnie z otwartymi ramionami ani nawet neutralnie tylko jak natręta, którego trzeba się pozbyć jak najszybciej.
Dzisiaj widzę to tak, że zwyczajnie chciał chronić swoją córkę. Nie był jednak w stanie tego zrobić, bo raz, że moja bab była dorosła, a dwa - ja się zawziąłem. Jeśli byłoby trzeba to jeździłbym tam dłużej, choroba w tamtym czasie już zrobiła mi sieczkę we łbie, ale funkcjonowałem wówczas całkiem nieźle, taki HHFA :ymdevil: (wysoko, wysokofunkcjonujący - żarcik, jeśli niesmaczny wybaczcie). W każdym razie teściu nie zrobił niczego takiego czego ja nie zrobiłbym na jego miejscu mając córkę i takiego konkurenta do jej wdzięków. Nawet więcej - być może ja byłbym bardziej stanowczy. Tzn jeszcze bardziej. Nie wiem, ciężko powiedzieć, ale z całą pewnością nie spodobałby mi się taki typek, którym wówczas byłem.
Odbudowa relacji z teściem czy raczej zaczęcie wszystkiego jakby od początku to też był jakiś proces, nawet z grubsza tutaj w moim wątku opisany. Od zera do niepewnej, jeszcze chwiejnej sympatii, rosnącego zaufania (teściu wie, że jestem alkoholikiem, chociaż zanim mu to powiedziałem wprost minęło trochę czasu) aż po dzień dzisiejszy, gdy traktuję go może nie jak ojca, ale... no wstydzę się trochę nie wiedzieć czemu... :-? ale bardzo blisko.

Tyle w ramach wstępu - jak było, jak jest, jakie było moje postrzeganie teścia w czynnym okresie mojej choroby, jakie jest teraz. Przy następnej okazji opiszę jak „ewoluowała” relacja z teściową, a potem dopiero przejdę do meritum ^^)

Jeśli kogoś zanudzam (a podejrzewam, że może tak być :lol: ) proszę mnie zwyczajnie zignorować :mrgreen: Dla mnie te rzeczy, które opisuję są z jakiś względów ważne, przeszłość jest wprawdzie zamknięta, ale przynajmniej ja raz na jakiś czas potrzebuję takiego spojrzenia wstecz i powrotu, by ogarnąć zmiany, a nawet wyciągnąć z tego, co było jeszcze jakieś wnioski na teraz.
Robię to na spokojnie, bez bólu, bez pretensji do nikogo.

Tyle na dzisiaj. Pozdrawiam wszystkich serdecznie %%-
„Been searching somewhere out there
For what’s been missing right here”
Za tę wiadomość podziękował(a): Marta74, Tomoe, AgaMars, Zakapior, Katarzynka77, Kayo78, darek70, Alex75, Namika, Anetka, Krysia 1967

Proszę Zaloguj lub Zarejestruj się, aby dołączyć do konwersacji.

Witam serdecznie - Krzysztof, alkoholik 2021/03/20 17:13 #1026

  • Dahud
  • Dahud Avatar
  • Wylogowany
  • Dobry Duszek
  • Dobry Duszek
  • Carpe diem...
  • Posty: 1892
  • Otrzymane podziękowania: 4097
Krzysiu, moja babcia zawsze mowila: wybacz, ale nie zapomnij... Ja zawsze ciebie chetnie czytam.. od poczatku ci kibicuje..nie wiem czemu,ale jet tak, wiec nie draze ^^) ~O)
,, ... Wazne sa tylko te dni, ktorych jeszcze nie znamy...''
Za tę wiadomość podziękował(a): Krzysztof Z.

Proszę Zaloguj lub Zarejestruj się, aby dołączyć do konwersacji.

Witam serdecznie - Krzysztof, alkoholik 2021/03/27 20:19 #1027

  • Krzysztof Z.
  • Krzysztof Z. Avatar Autor
  • Wylogowany
  • Przyjaciel Forum
  • Przyjaciel Forum
  • Posty: 2824
  • Otrzymane podziękowania: 9161
Dobry wieczór wszystkim ~O) :-H

Usiadłem, by dokończyć lub przynajmniej spróbować dokończyć rozpoczęty w moim poprzednim wpisie wątek, gdyż mam uzasadnione obawy, że później, przed świętami, w ferworze innych zajęć zwyczajnie nie znajdę na to czasu.

Poza tym ciągle jestem w szoku, bo wydało się, że... 8 latki w czasie zdalnych lekcji „radośnie” uprawiają HEJT przez neta, a konkretnie przez czat w aplikacji teams. Syn wprawdzie tego hejtu akurat nie uprawiał, ale podejrzewam, że tylko dlatego, iż jest gapa i nie widział wiadomości, które 2 chłopców i 1 dziewczynka z jego klasy rozsyłało po dzieciach. Z ojcem jednego z chłopców nawet rozmawiałem, bo zadzwonił do mnie z przeprosinami, co było spoko, ale z drugiej strony jestem naprawdę zły na panią wychowawczynię, że podała mu mój numer. No człowiek chciał dobrze, ale pani najpierw powinna mnie zapytać czy może podać mu mój nr tel.

RADA ^^) dla obecnych tutaj rodziców dzieci w wieku wczesnoszkolnym - ludziska, sprawdzajcie te wiadomości na czatach. Bo, kurde, można się zdziwić i to ciężko. U mnie, powtarzam, to są 8 latki, a teksty jak u wprawnych trolli internetowych. Jedno dziecko tego nie zauważy, drugie zignoruje, trzecie odpisze w podobnym tonie, co wcale też dobre nie będzie, ale wg mnie lepsze niż to, że czwarte mogłoby naprawdę się przejąć, zasmucić, poczuć skrzywdzone.

Dobra, a teraz wracam do tematu. W poprzednim wpisie napisałem, że moja relacja z teściem uległa ogromnej poprawie, gdy przestałem pić. Z początku wydawało się mi, że podobnie będzie z teściową. Postanowiłem, że nie będę czepiać się jej przywar i niedoskonałości, ma swoje lata, jest jaka jest i albo to trzeba zaakceptować nie osądzając, ewentualnie postawić granice albo omijać się szerokim łukiem.
No i przez te ostatnie lata serio starałem się akceptować i stawiać granice, a poza tym tak po ludzku pomagać jej w tym czy w tamtym, co również w jakiejś tam części opisałem w wątku. Nawet gdy moja bab „nie terepautyzowana” doznała jakiegoś (wg mnie) olśnienia i stwierdziła, że matka dręczyła ją grubo ponad 30 lat i wystarczy, basta, ja nadal starałem się zachować z teściową poprawne relacje, a także żeby miała kontakt z wnukami. To np ja nalegałem, by była na Komunii starszego syna, czego w sumie nie żałuję, bo wtedy nie wydarzyło się nic, ale dziś nie potrafię powiedzieć czy będę się upierał, aby była za rok na Komunii młodszego. Raczej wątpię.
O co chodzi?
A moi drodzy o to, że ja nie dowierzałem swojej kobicie, kiedy opowiadała mi zarówno o swoim dzieciństwie jak i relacji z matką. Nie dowierzałem, myślałem, że koloryzuje, przesadza. Dziś wierzę jej w 100%. Teściowa jest albo bardzo poważnie psychicznie zaburzoną osobą albo po prostu złym i w dodatku bezmyślnym człowiekiem. Przykro mi to pisać, bardzo chciałbym, żeby było inaczej, niestety parokrotnie dała takie popisy, że obecnie ma z wnukami wyłącznie kontakt telefoniczny i to przez głośnik pod moim nadzorem.
Czemu? Bo podczas naszej ostatniej wizyty u niej zaczęła chłopakom opowiadać jak podłą osobą jest ich matka :wmur: Na szczęście mogłem zareagować i szybko to przerwać, no nie wykazała się tu przebiegłością (a potrafi) i nie odczekała aż np wyjdę do łazienki. Może sądziła, że podzielam jej zdanie, bo od paru lat zawsze starałem się jej pomóc i - mówiąc szczerze - jeśli będzie trzeba to nawet teraz pomogę jak NAPRAWDĘ będzie potrzebować pomocy. Ale w tym przypadku bardzo się pomyliła, ja nie pozwolę na wygadywanie takich rzeczy dzieciom, manipulowanie nimi i wciąganie ich w jakieś chore historie.
Moja bab kochana po tym co przeszła ze swoją matką MA PRAWO nie chcieć utrzymywać z nią kontaktów. MA PRAWO nie wybaczyć i MA PRAWO mówić, że zły rodzic nie jest rodzicem, w ogóle nie zasługuje na miano rodzica.
Ze względów oczywistych nie mogę napisać co działo się tam w ich domu, ale mnie to nie mieściło się w głowie. Owszem, u mnie były dysfunkcje, ale nikt mnie nie bił (tzn raz w tyłek dostałem, co pamiętam do dziś, stąd wiem, że nawet taki jednorazowy incydent pamięta się długo i jestem zdeklarowanym przeciwnikiem nawet tzw „klapsów”), nie używał wobec mnie wulgarnych określeń ani wpędzał w kompleksy czy nie straszył tym, że się powiesi.
W swojej pewnego rodzaju naiwności myślałem, że bab ma pretensje do swojego taty o to, że odszedł z domu i założył (na chwilę) drugą rodzinę. Kopara mi opadła jak bab powiedziała, że nie chodzi o to tylko o to, że jej nie zabrał ze sobą tylko zostawił z „tym potworem”.
:( :( :(

No, ale z pozytywów relacja pomiędzy mną a teściem jest teraz bardzo dobra, a między nim a bab powiedzmy, że dobra. Mogę to chyba napisać, że jemu wybaczyła i na pewno szczerze. Mnie powiedziała, że on sobie nie zdawał sprawy z kim ją zostawia.

Może kogoś zdziwi, że mimo wszystko ja deklaruję chęć pomocy teściowej. Ale! Po pierwsze nie będę latał jak głupi na każde jej skinienie czy wymysł. Po drugie - to starszy człowiek i nie ma mowy o jakiejś nadzwyczajnej pomocy, ot, tyle, co zrobiłbym dla innej całkiem obcej osoby w tym wieku. A i obcemu zrobiłbym zakupy, gdyby nie mógł ich ogarnąć samodzielnie czy wymienił spłuczkę w wc.

Wielkanoc to kolejne święta, które teściowa albo spędzi sama albo pójdzie do sąsiadki i tam sobie pewnie na nas wszystkich nagada do woli :wmur: Nie powinno tak być, ale co zrobić, trudno. Każdy z nas ponosi konsekwencje swoich czynów, a dodatkowo czasami i cudzych, moja kobita nie urodziła się DDD, ona to „dostała w prezencie”. I tak jest super dzielnym „babolem”, bo matka z niej świetna, nie wiedziała czegoś jak urodził się pierwszy syn to kupiła sobie fachowe książki i czytała o rozwoju dzieci, jak się bawić mądrze, a ja w tym czasie... sobie piłem i miałem wszystko gdzieś :wmur:

A, że do mnie czasami bywa złośliwa - cóż. Nie obraża mnie tylko coś złośliwie skomentuje, trudno, przeżyję to. Piłem to mi się podobał ten jej „cynizm”, rechotałem z jej komentarzy jak osioł przez lata, dziś mogę tylko zwracać uwagę na to, że sprawia mi tym przykrość. I ona to przyjmuje, niestety potem jakby zapominała, za dwa-trzy miechy znów jest to samo, ot, dysfunkcje i „samiec twój wróg”. Jednocześnie w międzyczasie to ciepła, kochająca osoba, więc... co mam zrobić - tylko cierpliwość i granice. Może kiedyś zdecyduje się na terapię, ale nawet jeśli nie to ja duży chłopak już jestem i wiele rzeczy rozumiem.
Te „puzzle”, nieprawidłowości w naszej relacji wynikające z dysfunkcji nadspodziewanie łatwo dało się dopasować. Jedno wynika z drugiego. Także to kitranie zarobionej przez nią kasy, a wydawanie tego, co ja zarobię - tak robiła jej mama. Tyle, że jej mama wydawała na siebie, a ona na chłopaków i rzeczy do domu „żeby było ładnie”, bo u niej nie było. Na to i ja (raczej) nie żałuję.

Tyle, moi mili. Pewnie napiszę jeszcze coś drobnego przed świętami lub może i w trakcie. Tymczasem życzę wszystkim spokojnego wieczoru, dobrej niedzieli i zdrówka %%-

Do „poczytania” :mrgreen: :-H

P.S. Post bez edycji i w miarę spontan, więc przepraszam za ew błędy czy powtórzenia.
„Been searching somewhere out there
For what’s been missing right here”
Za tę wiadomość podziękował(a): Jurek, ursa, Dahud, Angora, Havana, AgaMars, Zakapior, Katarzynka77, Kayo78, Alex75, marcin

Proszę Zaloguj lub Zarejestruj się, aby dołączyć do konwersacji.

Ostatnia edycja: przez Krzysztof Z..

Witam serdecznie - Krzysztof, alkoholik 2021/03/28 10:30 #1028

  • Dahud
  • Dahud Avatar
  • Wylogowany
  • Dobry Duszek
  • Dobry Duszek
  • Carpe diem...
  • Posty: 1892
  • Otrzymane podziękowania: 4097
Krzysiu, odniose sie do twojej opowiesci o tesciowej, a dokladnie do watku o kontaktach z dziecmi... powiem tak, ja z moja mama mam ,, grzecznie poprawne'' relacje, ale potrzebowalam do tego bardzo wielu lat. Teraz, gdy jest stara ichora, wybaczylam, ale nie zapomnialam, bo sie , po prostu nie da. Moj starszy syn, rzadko, ale ma kontakt z babcia, mlodszy... ma do niej taki zal, za to, co mu zrobila, gdy byl jeszcze nastolatkiem, ze nie chce jej juz w zyciu widziec i o niej slyszec. Nie pojechal nawet na pogrzeb mojego ojca, choc to byl jego najukochanszy dziadek, i taki pozostal. ... ale nie babcia. Dlugo trwalo, zanim syn mi powiedzial, co sie wtedy wydarzylo, i nie moglam w to uwierzyc, ale starszy syn to potwierdzil, byl przy tym.. Nie moge sobie wyobrazic, ze mozna byc takim ,,okrutnym potworem'', w dodatku dla wlasnego wnuczka, dla ktorego byla wzorem, a jednak. Po raz pierwszy w zyciu, nie ingerowalam miedzy ta dwojke i pozwolilam synowi na ,, nienawisc'' do babci( chociaz cale zycie uczylam synow wybaczac i rozumiec,uczylam tolerancji ). Zostawiam mu czas.. moze kiedys wybaczy, jak narazie, a minelo juz 10 lat, nadal trwa w swoim postanowieniu. Ja bylam dzieckiem niechcianym i niekochanym, bita za przewinienia moje jak i rodzenstwa, tak realne jak i urojone w pijackim widzie matki. Chronilam moje dzieci przed takim zyciem,( nie bilam, bo to ponizajace, obaj dostali pare klapsow dwa razy w zyciu i, jak ty, pamietaja do dzisiaj, za co). powiem ci, tak po cichutku, nawet, gdy twoj ,, BAB'' czasem troszke zlosliwie reaguje, kochaj ja i wybaczaj, bo z tego, co u ciebie czytam, jest naprawde bardzo wartosciowa osoba, a jej zachowanie, to, prawdopodobnie, ,,instynktowny odruch obronny'', tak bylo i jest nadal, u mnie. Nie diagnozuje jej, bron Boze, ale ja tez bylam wiecznie ponizana, krytykowana i stale karana, przez najblizsza mi osobe. Ale do brzegu, Madzia... chodzi o to, ze calkowicie popieram twoja ,, kontrole'' rozmow z babcia. Nikt nie ma prawa mowic dzieciom zle o ich matce. To odbiera im poczucie bezpieczenstwa. A tak nie powinno nigdy byc. Troche haotycznie to wypadlo, ale mysle, ze zrozumiesz, co chcialam napisac. Milej niedzieli wam zycze ~O)
,, ... Wazne sa tylko te dni, ktorych jeszcze nie znamy...''
Za tę wiadomość podziękował(a): Krzysztof Z., marcin

Proszę Zaloguj lub Zarejestruj się, aby dołączyć do konwersacji.

Witam serdecznie - Krzysztof, alkoholik 2021/03/28 10:50 #1029

  • ursa
  • ursa Avatar
  • Wylogowany
  • Senior Forum
  • Senior Forum
  • alkoholiczka (25.08.2011)
  • Posty: 7665
  • Otrzymane podziękowania: 13536
A ja mam refleksje odnośnie mojej własnej mamy, która bardzo przypomina Twoją teściową.
Moja mama co prawda bardzo się zmieniła, więc jest to możliwe i trzeba w to wierzyć, że nawet Twoja teściowa się może zmienić.
Nie przypuszczam, żeby kiedyś tam, moja mama nastawiała moje dzieci przeciwko mnie, mówiąc im źle na mój temat... ale szczerze, to wcale bym się nie zdziwiła gdyby tak było.
I już pomijam fakt, że miała by podstawy, bo byłam czynną alkoholiczką i było wiele złego w moim życiu, ale nie o to tutaj chodzi.
Chodzi o to, że czyniąc to wyrządziła by ogromną krzywdę moim dzieciom!
Niestety przyłapałam moją mamę na tym, że opowiadała moim dzieciom okropne rzeczy na temat ich ojca. I choć sama byłam wtedy pełna urazów w stosunku do niego i wierz mi miałam kilka mocnych powodów, żeby czuć uraz, to jednak stanowczo powiedziałam swojej mamie "STOP".
Bardzo mądre Krzysiu co tutaj napisałeś, oby każdy człowiek miał takie właśnie podejście do toksycznych członków rodziny, to ten świat byłby dużo piękniejszy i znośniejszy.
Pozdrawiam @};-
"Jeśli ci się nic nie chce, to wypij dużo wody. Będzie ci się chciało sikać"
Za tę wiadomość podziękował(a): Dahud, Krzysztof Z., Zakapior, marcin

Proszę Zaloguj lub Zarejestruj się, aby dołączyć do konwersacji.

Witam serdecznie - Krzysztof, alkoholik 2021/03/31 19:00 #1030

  • Krzysztof Z.
  • Krzysztof Z. Avatar Autor
  • Wylogowany
  • Przyjaciel Forum
  • Przyjaciel Forum
  • Posty: 2824
  • Otrzymane podziękowania: 9161
Ula @};- Madź @};-
Dziękuję za wpisy i podzielenie się Waszymi osobistymi doświadczeniami ^:)^ ^:)^

Biorąc pod uwagę to, że swój ostatni „numer” teściowa wycięła w styczniu tego roku raczej nie mam nadziei, że prędko się coś zmieni :P O ile w ogóle.
Dla mnie takie zachowania są kompletnie niezrozumiałe, tzn zrozumiałbym je prędzej, gdyby była osobą uzależnioną, bo czynni uzależnieni (a nawet i ci nieczynni) potrafią wyczyniać różne rzeczy nie radząc sobie z nałogiem lub emocjami.
Także traktuję ją jako osobę mocno zaburzoną, ale skąd to się wzięło nawet nie próbuję zgadywać, bo i tak nie zgadnę, mimo że ich historie rodzinną trochę znam. To nie są „dda-ki”, a babcia mojej lubej czyli mama teściowej była bardzo pozytywną osobą. Tyle wiem, że teściowa wcześnie straciła ojca, ale takich osób jest sporo, są na pewno dysfunkcje, lecz takich jak ona ma to ja wśród osieroconych czy z rozbitych rodzin znajomych nie zauważyłem.
Dla mnie sytuacja ze świętami czy innymi uroczystościami nie w komplecie nie jest taka straszna, nawet zdążyłem już nieco przywyknąć, aczkolwiek patrząc na to wszystko trzeźwo zdaję sobie sprawę, że normalne to nie jest i tak nie powinno być.
Jednak nie mam wpływu na czyjeś zachowanie. Skoro go nie mam, a wiem, że ta osoba może coś takiego odstawić, iż i mnie w pięty pójdzie (póki co personalnie nic mi nie zrobiła, a że mnie obgada czy obgadywała to mało mnie rusza) to lepiej, by było jak jest.

Madź, myślę, że Twój syn niekonicznie nienawidzi babci. Może po prostu nie życzy sobie kontaktu z osobą, która go zraniła i ma do tego prawo.
Obecna sytuacja z teściową natchnęła mnie do takiej refleksji, że wcześniej wielokrotnie popełniałem błąd mówiąc różnym osobom, iż POWINNY coś komuś wybaczyć.
Mnie wybaczenie zarówno sobie jak i tak naprawdę jednej jedynej osobie przyniosło ulgę oraz spokój.
Ale to mnie i to moje osobiste doświadczenie. Ktoś inny nie powinien nic nikomu wybaczać na siłę, bo u mnie było tak i tak czy „bo tak trzeba” lub „bo to szlachetne” - a szlachetne dlatego, że tak mówią wieszcze i nie tylko. Którzy - btw - być może wcale nie musieli nikomu niczego poważnego wybaczać.
Uraza, zadra, wiadomo, nikomu nie posłużą. Ale ze mnie żaden jasnowidz, nie wiem co kto czuje i czy faktycznie dźwiga „kamień w plecaku”, który mu ciąży czy już dawno go wywalił w przepaść razem z tym plecakiem i zwyczajnie go to już nie interesuje.
Można dyskutować o podświadomości, ale to też... taki niepewny temat.
Ja w każdym razie przestaję się „mądrzyć” nt, że „powinno się” wybaczyć, bo „tak będzie lepiej”. Będę tylko dzielić się własnymi doświadczeniami w tej kwestii i nic więcej, gdyż nie wiem czy tak będzie lepiej dla kogoś innego.
Ponadto stwierdzam, że to moje wcześniejsze zachęcanie do wybaczenia nie sobie, ale krzywdzicielom było dość bezczelne. Nie podszedłbym raczej do rodziców, którym zamordowano w przepaskudny sposób dziecko i nie zachęcał do wybaczenia mordercy tylko zostawił ich w spokoju z żałobą. Wybaczyliby z czasem lub nie, na tej samej zasadzie każdy inny człowiek wybaczy szczerze z serca lub nie.
Ktoś obcy, uważam, nie ma prawa w to ingerować czy narzucać tego „wybacz, wybacz, lepiej się poczujesz”.
Wg mnie trza uszanować także to, iż ktoś nie może lub nie chce wybaczyć.
A ja najwyraźniej miałem z tym spory problem. Kierowałem się raczej dobrymi pobudkami, lecz tymi jak mawia stare powiedzenie jest piekło wybrukowane :ymdevil:

Dziś w stolicy było 20 stopni ciepła, odkurzyliśmy z chłopakami rowery :mrgreen:

W pracy zaś chcąc nie chcąc posłuchałem jak wyklinają się dwie dziewczyny. Rynsztokowa mowa, na trzeźwo i publicznie. I takaż refleksja mnie naszła, że świat się zmienia na... coraz bardziej gorsze.
Nie, żebym miał komukolwiek zabronić rzucania mięchem, ale w pracy, takiej jak moja, to naprawdę robi bardzo nieprzyjemne wrażenie.
Cóż, jak tak dalej pójdzie z izolacją, wirusem, etc, trza będzie do tego przywyknąć, że ludziom odbija. Bo to o frustrację, nie o żadne równoupra tu chodzi.

Wieczorne, tradycyjne pozdro dla wszystkich ~O) %%-
„Been searching somewhere out there
For what’s been missing right here”
Za tę wiadomość podziękował(a): ursa, Magda, Dahud, Havana, Tomoe, AgaMars, Kayo78, aga54, Anetka

Proszę Zaloguj lub Zarejestruj się, aby dołączyć do konwersacji.

Witam serdecznie - Krzysztof, alkoholik 2021/04/13 19:07 #1031

  • Krzysztof Z.
  • Krzysztof Z. Avatar Autor
  • Wylogowany
  • Przyjaciel Forum
  • Przyjaciel Forum
  • Posty: 2824
  • Otrzymane podziękowania: 9161
Wypadałoby coś napisać u siebie... ale kurczę co? :lol:
W tle w koło to samo - koronawirus. Rozmawiałem przez tel z lekarzem (kolegą kolegi, tego nieprzydatnej specjalizacji) w sprawie przyjęcia kolegi alkoholika na oddział, bo nie mogłem uwierzyć, że znów są schody. Myślałem, że kolega coś źle zrozumiał albo zaszło jakieś nieporozumienie, bo ten lekarz okazał mu naprawdę wiele serca i zrozumienia. Ale nie, nie zostanie przyjęty. Lekarz powiedział mi krótko, że nie weźmie go do szpitala, ponieważ kolega nie ma przeciwciał. Bo jak nie ma przeciwciał to zaraz wyjechałby z tego szpitala nogami do przodu.

Jeśli kogoś to zaszokowało nie zdziwię się, mnie też to początkowo zaszokowało. Ale potem pomyślałem, że to był pierwszy od lat szczery lekarz (wyjąwszy stomatologa), który bez ogródek powiedział mi prawdę.

Także, tego, ekhm. Tak wygląda sytuacja. Podejrzewam, że nie tylko w tym szpitalu.

Cóż jeszcze ciekawego? Na zebraniu klasowym online byłem. U młodszego syna, bab w tym samym czasie „była” u starszego - na drugim kompie. U nas było „aż” ośmioro rodziców i w sumie nie wiem w jakim celu było to zebranie. Mowa była głównie o tym, że niektórzy rodzice (zapewne ci nieobecni) nie pilnują tego, by dzieci wykonywały prace domowe, prace domowe nie są przesyłane do pani i że były bluzgi na czacie (sprawa zamknięta).

W pracy „ciekawiej”. Wczoraj przyszedł do mnie gościu, który miał coś zrobić, a nie zrobił i zaczął z tego się tłumaczyć. Ja tak na niego patrzę i mówię:
- Ty jesteś „dziabnięty”.
On: Nieee.
Ja: Taaa.
On: Nieee.
Ja: Ta, idź zgłoś, że cię boli głowa, noga czy co tam chcesz i jedź do domu.
A on do mnie, że wcale nie jest pijany, ja, że wcale nie twierdzę, że jest pijany tylko „dziabnięty”, nie powiedziałem czym. On, że nie jest i taka rozmowa przez mniej więcej 5 minut - ja swoje, on swoje. W końcu stwierdziłem, że dość i powiedziałem wprost - albo idzie do domu albo ja to będę musiał zgłosić. On coś tam, no to ja myślę - trudno i wstaję, a tu tekst leci, że ja go się przyczepiłem, ja go dyskryminuję... no luuudzie, mało tam nie parsknąłem śmiechem, bo to była nasza pierwsza tak „długa” rozmowa od chyba pół roku. Idę, a on mnie za rękę łapie. Ale nie za ramię, nie za przedramię, nie za koszulę nawet, a za przegub. I tu już u mnie zadziałał odruch, rękę wyrwałem wcale nie delikatnie i chyba spojrzałem się na niego na tyle niesympatycznie, że z kolei on podniósł obie ręce do góry w geście „ja nic nie zrobiłem, ja nic nie zrobiłem”.
Koniec końców mnie jednak posłuchał i poszedł do domu, więc upiekła mu się nagana, ale ja zastanawiam się czy nie wynikną z tego jakieś nużące problemiki. Ale w sumie... cóż mnie to dzisiaj obchodzi, wynikną to wynikną.
Właściwie opisuję to tutaj tylko dlatego, bo to najbardziej nietypowe zdarzenie, które miało miejsce w ostatnim czasie. A także dlatego, że się nie zdenerwowałem. Nawet jak tę rękę wyrwałem to na zasadzie odruchu, nie pomyślałem, że powinienem go za wsiarz czy za ucho (to młody człowiek) wyprowadzić.
A kiedyś nie dość, że bym tak pomyślał to może nawet zrobiłbym to.
Takie sytuacje pokazują mi, że praca nad sobą przyniosła wymierne efekty. Oczywiście miewam gorsze dni, jak każdy, ale nie wpadam w furię, nie myślę o tym, by komuś zrobić jakąś krzywdę.

A gwoli uzupełnienia dodam, że sytuacje konfliktowe u nas w pracy zdarzają się często, choć akurat ja rzadko znajduję się w epicentrum. Z pewnością znaczenie ma tutaj też fakt, że „mój”obecny dział jest znacznie spokojniejszy niż te, na których wcześniej pracowałem.

Btw - wspomniany młodziak był pierwszą „dziabniętą” osobą, którą tutaj widziałem. I która chciała się postawić, zapewne pod wpływem tego „dziabnięcia”.
Dzisiaj mi tylko „dzień dobry” powiedział :mrgreen:

No. Z braku interesujących wydarzeń chyba następnym razem postaram się pogrzebać trochę w przeszłości i napisać dla odmiany coś, co może komuś się przydać. W sumie porządny piciorys mógłbym wreszcie napisać, bo te, które napisałem na terapii to nie powiem do czego się nadają :ymdevil:

Tradycyjnie pozdrawiam wszystkich i życzę dobrego tygodnia %%-
„Been searching somewhere out there
For what’s been missing right here”
Za tę wiadomość podziękował(a): ursa, Dahud, jerzak, Havana, AgaMars, Alex75, marcin, Anetka

Proszę Zaloguj lub Zarejestruj się, aby dołączyć do konwersacji.

Ostatnia edycja: przez Krzysztof Z..

Witam serdecznie - Krzysztof, alkoholik 2021/04/13 19:57 #1032

  • ursa
  • ursa Avatar
  • Wylogowany
  • Senior Forum
  • Senior Forum
  • alkoholiczka (25.08.2011)
  • Posty: 7665
  • Otrzymane podziękowania: 13536
U nas byl czas,ze ktokolwiek pojechal do szpitala, ten wyjezdzal z niego "w koronie ". Ja lapnelam w szpitalu wlasnie.
Na szczescie sytuacja sie normuje. Ponad 50% ludnosci UK ma przeciwciala.
Powiem Ci Krzychu, ze zrobiles na mnie wrazenie ta reakcja na dziabnietego kolege. Ja nie mialabym chyba odwagi... nie wiem.
Pozdrawiam @};-
"Jeśli ci się nic nie chce, to wypij dużo wody. Będzie ci się chciało sikać"
Za tę wiadomość podziękował(a): Krzysztof Z.

Proszę Zaloguj lub Zarejestruj się, aby dołączyć do konwersacji.

Witam serdecznie - Krzysztof, alkoholik 2021/04/13 20:59 #1033

  • jerzak
  • jerzak Avatar
  • Z dala
  • Przyjaciel Forum
  • Przyjaciel Forum
  • Posty: 4868
  • Otrzymane podziękowania: 11094
%%- Witam.
ursa napisał:

"Powiem Ci Krzychu, ze zrobiles na mnie wrazenie ta reakcja na dziabnietego kolege. Ja nie mialabym chyba odwagi... nie wiem."

Krzesztof Z. napisał:

W pracy „ciekawiej”. Wczoraj przyszedł do mnie gościu, który miał coś zrobić, a nie zrobił i zaczął z tego się tłumaczyć. Ja tak na niego patrzę i mówię:
- Ty jesteś „dziabnięty”.

Jakiś czas temu gdy zaczynałem swój szlak trzeźwościowy, w ówczesnej pracy zatrudnił się człowiek. kilka dni później wyczułem od niego alkohol. Powiedziałem mu o tym, nie pamiętam już dokładnie reakcji jego. Z czasem zaczęliśmy razem pracować na jednym dziale- staliśmy się kolegami. Różne potem były koleje losu jego i moje. U niego było coraz gorzej, gdy przestał pracować w firmie kontakt się urwał. Wiedziałem że był na terapii dwa razy za każdym razem zapijał. Znowu pracujemy razem; zapytałem szefowej czy by go zatrudniła - zatrudniła. Pracuje od kilku dni. Poprosił mnie o to bym był jego sponsorem - zgodziłem się. Od kilku dni pracujemy na programie.
Takie jest moje doświadczenie i min chciałem się tu podzielić.
"Chętnych los poprowadzi, niechętnych wlecze"- Seneka
Za tę wiadomość podziękował(a): ursa, Adalbert, Krzysztof Z., Zakapior, Katarzynka77, darek70, Alex75, marcin, Annaannaanna, Krysia 1967

Proszę Zaloguj lub Zarejestruj się, aby dołączyć do konwersacji.

Ostatnia edycja: przez jerzak.

Witam serdecznie - Krzysztof, alkoholik 2021/04/16 06:19 #1034

  • Krzysztof Z.
  • Krzysztof Z. Avatar Autor
  • Wylogowany
  • Przyjaciel Forum
  • Przyjaciel Forum
  • Posty: 2824
  • Otrzymane podziękowania: 9161
Ula, bo pewnie żeś przegapiła mojego posta sprzed bodajże 1,5 roku (nie sposób wszystkiego na forum ogarnąć), w którym opisałem jak mnie i kolegę gostek od gejów nawyzywał i jeszcze ręcami machał :ymdevil:
To dopiero była jazda, tu to takie tam nie za bardzo wiadomo co.

I akurat Ty byś się bała, no Ula, plis. Jakbyś była taka bojąca się to byś sobie wybrała inny zawód niż ten, w którym pracujesz.

Super, Jerzy. Powodzenia!

2 dobre wiadomości: mam p/ciała (nie pytajcie skąd, kiedy i jak, bo nie wiem :P ), ale i tak dzisiaj pracuję zdalnie czytaj: do 12:30 obijam się :mrgreen:

Pozdrowienia dla wszystkich %%-
„Been searching somewhere out there
For what’s been missing right here”
Za tę wiadomość podziękował(a): ursa, Dahud, jerzak, Tomoe, Katarzynka77, Alex75, Annaannaanna

Proszę Zaloguj lub Zarejestruj się, aby dołączyć do konwersacji.

Witam serdecznie - Krzysztof, alkoholik 2021/04/16 09:17 #1035

  • ursa
  • ursa Avatar
  • Wylogowany
  • Senior Forum
  • Senior Forum
  • alkoholiczka (25.08.2011)
  • Posty: 7665
  • Otrzymane podziękowania: 13536
No fakt, do strachliwych to ja nie należę :lol:
W moim wątku też kiedyś opisałam sytuację z pracy, w której to uderzyłam kolegę, o lekko odmiennym kolorze skóry, wychowanego w kulturze, gdzie kobiety można traktować jak ścierki... cóż, trafił na taką, która się nie boi, miał pecha ^^)
Po prostu źle to ujęłam. Ja nie bałabym się, że kolega mnie uderzy, czy coś tam fizycznie zrobi... chyba bałabym się, że mnie będzie nienawidził, że będzie obserwował i czekał aż mnie się noga na czymś potknie. Niestety tak u nas w pracy bywa, dlatego trzymam dystans, nie mam przyjaciół w pracy, ale też nie mam wrogów.
Ja dziś też się trochę obijam.
Chyba wypada pogratulować p/ciał. Teraz kiedy się składa komuś życzenia, to jest to jedno z życzeń; zdrowia, szczęścia i przeciwciał ^^)
Pozdrawiam @};-
"Jeśli ci się nic nie chce, to wypij dużo wody. Będzie ci się chciało sikać"
Za tę wiadomość podziękował(a): Dahud, Havana, Krzysztof Z., marcin, Krysia 1967

Proszę Zaloguj lub Zarejestruj się, aby dołączyć do konwersacji.

Witam serdecznie - Krzysztof, alkoholik 2021/04/17 18:18 #1036

  • Krzysztof Z.
  • Krzysztof Z. Avatar Autor
  • Wylogowany
  • Przyjaciel Forum
  • Przyjaciel Forum
  • Posty: 2824
  • Otrzymane podziękowania: 9161
A niech se nienawidzi jak chce - mnie by było szkoda czasu na takie przesadne angażowanie emocji względem kogoś, kogo w gruncie rzeczy ma się gdzieś, bo ja ani jego brat ani swat, ani nawet bezpośredni przełożony. Lubić mnie nie musi, nie ma takiego obowiązku za to ma obowiązek być w robocie trzeźwy, a jak mu to nie pasuje to cóż - ja go nie zwolnię, zrobi to ktoś inny.
A żeby mi się noga powinęła musiałbym zacząć znów chlać, a do tego wracać nie zamierzam.

Ula, gdybym przejmował się tym, co o mnie myślą ludzie w pracy to bym już pewnie z 10 załamań nerwowych przeszedł :P
Jeśli o to konkretnie chodzi mam naprawdę grubą skórę.

Wrogów w moim odczuciu nie posiadam, a jeżeli ktoś czuje się moim wrogiem to cóż - jest to jego sprawa. Mnie nikt nie spalił chaty ani nie zabił nikogo bliskiego, więc też nie odczuwam względem nikogo poczucia wrogości. Mogę jedynie za kimś nie przepadać.

Szczerze mówiąc bardziej potrafię się przejąć czyjąś historią z naszego forum niż fochem kogoś z pracy. Tzn nie kwestionuję tego, że tamci ludzie mają równie poważne problemy, o których nie mam pojęcia, ale i nie będę miał, gdyż - z jednym wyjątkiem - nie spotykamy się prywatnie.
I tak wg mnie jest lepiej, tego typu ludzkie zbiorowiska nie są jakimś super miejscem do zawierania przyjaźni. By narodziła się przyjaźń musi być nie tylko sympatia, ale i zaufanie (nie kredyt zaufania, bo kredyt to tylko kredyt i daje się go poniekąd z automatu), a ja tutaj nie ufam praktycznie nikomu (pominąwszy ww wyjątek) na tyle, by się zwierzać, zresztą nie czuję takiej potrzeby.

Mam swoją rodzinę, nieliczne grono przyjaciół w liczbie 2 osób i nieco większe dobrych znajomych, nie jestem zamknięty na nowe znajomości, ale też ich nie szukam, jak coś to znajdują mnie same :D
Nic wbrew sobie, nic na siłę ;)


Dzisiaj pogodowo dzień był strasznie ponury i nam wszystkim, włączając w to najmłodszego i najaktywniejszego pociecha, chciało się spać. Stwierdziłem jednak, że po obiedzie podjadę do kolegi alko, bo w tygodniu nie byłem, gdyż po słowach lekarza autentycznie poczułem niepokój, iż mogę mu przywlec covida, a tym samym wykończyć. No, ale skoro mam przeciwciała to przynajmniej przez jakiś czas mało prawdopodobne, także pojechałem. U kolegi kijowo, ale stabilnie, co można uznać za szczęście w jego sytuacji. Powinien znaleźć się w szpitalu jak najszybciej, ale pewnych rzeczy nie przeskoczymy. W pn ma dzwonić i dowiadywać się, oby w p tyg było to możliwe.
Ze śmiesznych rzeczy to kolega mieszka w takiej niezbyt sympatycznej okolicy i odwiedzając go parkuję nie pod blokiem, lecz trochę dalej, bo ciul wie, co miejscowym małolatom przyjdzie do głowy. Może i nic, bo to już chyba nie te czasy, w których opłacało się rąbnąć komuś lusterka, ale wolę jednak nie mieć kłopotu. No i jak wyszedłem od kolegi to złapał mnie taki deszcz, ale TAKI deszcz, że w ciągu niespełna 10 minut szybkiego spaceru przemokłem doszczętnie, nawet gatki miałem przemoczone i strasznie kiepsko mi się prowadziło, zwłaszcza z reklamówkami pod tyłkiem, które rzuciłem na siedzenie, żeby go nie zamoczyć.
W domu bab oczywiście zrzędu-zrzędu, że głupi to ja może nie jestem, ale rozumu nie mam za grosz :P
Bo mogłem wrócić się do kolegi lub ten deszcz przeczekać.

Ale tego typu zrzędu-zrzędu to ja bardzo lubię, bo zrzędzenie zrzędzeniem, ale przy okazji można załapać się na pomoc w wycieraniu ręcznikiem, co jest miłe, choć chyba kobiety tego do końca nie rozumieją (wnioskuję po pytaniu: „I z czego jesteś taki zadowolony?” ).
Rzecz jasna kaleką nie jestem, sam mogę się przebrać, wytrzeć, etc, ale takie spontaniczne przejawy troski, bliskości bardzo często mnie rozwalają.

Także siedzę sobie teraz bardzo zadowolony, co bab się spojrzy to się uśmiecham, a bab wywraca oczami i kręci głową z dezapro :)

Btw - młodszy syn czyta dziadkowi książkę o Eskimosie, starszy robi projekt na informatykę i... ło rany, żebym to ja był taki zdolny i kreatywny.

Tyle. Dobrego wieczoru wszystkim, mój chyba będzie gites o ile bab nie przesadzi ze zrzędzeniem :)

Dobrej nocy.
„Been searching somewhere out there
For what’s been missing right here”
Za tę wiadomość podziękował(a): Magda, Dahud, Tomoe, AgaMars, Zakapior, Kayo78, darek70, marcin, Namika, Anetka, Krysia 1967

Proszę Zaloguj lub Zarejestruj się, aby dołączyć do konwersacji.

Ostatnia edycja: przez Krzysztof Z..

Witam serdecznie - Krzysztof, alkoholik 2021/04/28 20:30 #1037

  • Krzysztof Z.
  • Krzysztof Z. Avatar Autor
  • Wylogowany
  • Przyjaciel Forum
  • Przyjaciel Forum
  • Posty: 2824
  • Otrzymane podziękowania: 9161
Nie wiem czemu nie wyświetla się mi wersja mobilna forum... przejściowe problemy techniczne? Czy może trzeba coś samodzielnie przestawić? Ktoś coś?

Kolega alko szczęśliwie już po kolejnym zabiegu w szpitalu. Chyba bez „korony” w bonusie, ale tak naprawdę to okaże się za parę dni. Wydaje się mi jednak, że będzie dobrze.
A ja ostatnio jakiś taki zmęczony jestem, mam wrażenie, że za dużo słucham i za dużo myślę o cudzych problemach. W sensie co doradzić albo jak co „ugryźć”. Teraz znajoma ma ogromne problemy finansowe nie ze swojej winy. Te problemy można by nazwać przejściowymi, gdyby nie fakt, że mamy taką a nie inną sytuację w kraju. Zresztą prawie na całym świecie jest kiepska, nie ma co na naszą nadmiernie narzekać, wszędzie padają małe, prywatne biznesy. No, ale do rzeczy. 2 dni myślałem (nie nad swoim problemem) - kto może pomóc, co tu można zrobić (pożyczka nie wchodzi w grę, zbyt duża kwota i trzeba liczyć się z tym, że może okazać się nie pożyczką, a prezentem, na który mnie nie stać), w końcu wymyśliłem, ale... znajoma nie chce dłużnika „przycisnąć”, choć prawo stoi po jej stronie. Bo on nie ma pieniędzy. Pytam - a ty masz?
No nie ma, ale on jest w trudnej sytuacji... jakby ona nie była. I to taka rozmowa.
Absolutnie nie zirytowałem się tym, to jest dobra osoba, nie chce komuś robić problemów. Tyle, że poniesie tego konsekwencje, a jakie są możliwe to ja widzę już dzisiaj. Nie ściągnie z dłużnika kasy, us ściągnie z niej, to samo rwe, wm, zus - oni jej żałować nie będą.
Nie jest to jedyny cudzy problem, w który „wszedłem” emocjonalnie i chyba muszę odpuścić. Jednak ciężko „się wypiąć”, kiedy ktoś prosi mnie o radę i jakieś tam mentalne wsparcie.
Tyle, że potem to mnie zaczyna boleć łeb, a sytuacja tej osoby realnie się nie zmienia.

Granice w udzielaniu pomocy i wsparciu to ja świetnie potrafię postawić... o ile nie jestem z kimś związany emocjonalnie. Jak jestem - będę myślał nawet jak to nie ma większego sensu, bo za nikogo niczego nie zrobię.
Paradoksalnie łatwiej jest mi powiedzieć „basta!” czynnemu alkoholikowi niż tzw „normalnej” osobie. A przecież różnica wcale nie jest aż tak wielka - i uzależniony i ten nie musi zacząć DZIAŁAĆ. Inaczej guzik się zmieni, żadne żale, blablabla nie pomogą.

W weekend działking. Mam zamiar odpocząć psychicznie bez telefonu.
Basta ;)

Dobrej nocy wszystkim :)
„Been searching somewhere out there
For what’s been missing right here”
Za tę wiadomość podziękował(a): Marta74, Dahud, Tomoe, AgaMars, Zakapior, Kayo78, Alex75, marcin, Annaannaanna, Krysia 1967

Proszę Zaloguj lub Zarejestruj się, aby dołączyć do konwersacji.

Witam serdecznie - Krzysztof, alkoholik 2021/05/07 20:06 #1038

  • Krzysztof Z.
  • Krzysztof Z. Avatar Autor
  • Wylogowany
  • Przyjaciel Forum
  • Przyjaciel Forum
  • Posty: 2824
  • Otrzymane podziękowania: 9161
Piątek. Wypadałoby napisać, co u mnie słychać, ale w sumie niewiele. Młodszemu synowi wylazły ostatnio jakieś dziwne dwie plamki na twarzy, a ponieważ jego pediatra jest na zwolnieniu szukaliśmy jakiegoś innego lekarza z polecenia, który nie stawia diagnoz online. Skończyło się na lekarzu dla dorosłych :P który orzekł, że jest to jakieś uczulenie, przepisał maść i plamek już prawie nie ma.
W pracy nieznaczne zawirowania „na stołkach”, ale ogółem prawie wszystkich jakiś marazm dopada, domyślam się, że wiele osób odlicza dni i tygodnie do urlopu. No i ta pogoda dodatkowo dokłada, choć podobno od poniedziałku ma być ładniej.

Dziś miał być kurier z przesyłką z książkami, teściu pół dnia na niego czekał, a kurier... najwyraźniej zaginął w akcji :lol: i raczej nie ma sensu już do niego dzwonić o tej porze.

U chorującego kolegi alko znów dramat, tzn dramat jest cały czas, ale teraz odpadła pomoc ze strony jego siostry, bo jej mąż jest ciężko chory. Będę u niego, tego kolegi, jutro rano.

Bab stwierdziła, że skoro już zrobiła kurs pisania i ma czas to napisze książkę :mrgreen: Pewnie taką do szuflady, o ile ją skończy, ale tematyka straszna, bo ma to być romans między zwolennikami odmiennych opcji politycznych. Na mój komentarz, że to głupie odparła, iż głupie rzeczy teraz najlepiej się sprzedają. No, co prawda to prawda, ale trochę obawiam się tego, że ja będę pierwszym (kto wie czy i nie ostatnim) czytelnikiem x_x

To z takich weselszych rzeczy. Poza tym wszystko w miarę w porządku, synowie mają bdb oceny, teściu jakoś przestał wspominać o wyjeździe co kilka dni, mama zdrowa, brat „letko” sfochowany... ale, ale! O bracie to ja chciałem odrębnego posta napisać, gdyż po czasie zrozumiałem to jego momentami wkurzające zachowanie po rozstaniu z narzeczoną i poniekąd mnie ono zachwyciło.
Na szybko. Pamiętacie, że tak trochę krzywiłem się na to, że brajdak siedzi u nas prawie na okrągło nie dzień, dwa, ale chyba ze 2 miechy był prawie codziennie. Teraz już zluzował (chociaż jutro ma wpaść wieczorem :mrgreen: ), ale wcześniej można było odnieść wrażenie, że chce z nami zamieszkać. Mnie nie o to chodziło, że on siedzi tylko w pewnym momencie zaczął się dość niefajnie zachowywać. A to coś powiedział takiego nie bardzo, a to minę strzelił jakbyśmy mu z lubą i teściem do spóły ulubionego kotka ugotowali i zjedli, takim wilkiem potrafił spojrzeć, że omg.
Słuchajta ludziska :mrgreen: Ja dopiero po czasie załapałem, że mój brat w bardzo prosty i bardzo fajny, normalny sposób poradził sobie z początkową żałobą po związku. I chyba zrobił to mocno instynktownie. Najpierw potrzebował się wygadać - i wygadał się, bo rozmawiał na ten temat i ze mną i z moją bab. A później - on po prostu potrzebował być wśród ludzi, którzy go do pewnego stopnia rozumieją i akceptują... nawet jak ich czasami wkurza :P
On nie poszedł się schlać. On nawet sobie nie kupił paru browarów i się nie nabąblował, choć mógłby spróbować zalać emocje chociaż na chwilę. On je przeżył.
Tzn wiem, że przeżywa to nadal, ale jest już inaczej, lepiej. Na randkie to on jeszcze się nie umówi, ale pod koniec wakacji, kto wie?

W każdym razie mnie, jego rodzonego brata i alkoholika przez wiele lat zapijającego różne rzeczy, to jego normalne zachowanie - nie uciekanie od problemu ani od ludzi tylko wręcz odwrotność zachwyca swoją prostotą.
Oczywiście nie chodzi tylko o sam fakt nie upicia się, ale on od tych ciężkich emocji raczej nie uciekał w żaden inny sposób.
Ruszyć tyłek i wyjść do ludzi - proste, banalne, piękne.

A ja tak dłuuugo nie umiałem. Tzn kiedyś wychodziłem niby do ludzi... żeby się z nimi napić :wmur: Samo porozmawiać czy po prostu pobyć to było „za mało”.

Tyle na dziś.

Spokojnego wieczoru i dobrego weekendu dla wszystkich %%- ~O)
„Been searching somewhere out there
For what’s been missing right here”
Za tę wiadomość podziękował(a): ursa, Dahud, Zakapior, Katarzynka77, marcin, Annaannaanna, Anetka, Krysia 1967

Proszę Zaloguj lub Zarejestruj się, aby dołączyć do konwersacji.

Witam serdecznie - Krzysztof, alkoholik 2021/05/07 21:11 #1039

  • Annaannaanna
  • Annaannaanna Avatar
  • Z dala
  • Stały Użytkownik
  • Stały Użytkownik
  • Posty: 800
  • Otrzymane podziękowania: 2722

... takim wilkiem potrafił spojrzeć, że omg.


Padłam XD bnggfgbfb

Czyżbyśmy mieli dzieci w podobnym wieku? bnggfgbfb
Za tę wiadomość podziękował(a): Krzysztof Z.

Proszę Zaloguj lub Zarejestruj się, aby dołączyć do konwersacji.

Witam serdecznie - Krzysztof, alkoholik 2021/05/08 13:02 #1040

  • Zakapior
  • Zakapior Avatar
  • Wylogowany
  • Przyjaciel Forum
  • Przyjaciel Forum
  • Posty: 4113
  • Otrzymane podziękowania: 8293
Jeśli będzie to książka o związku narodowca z kimś z lewicy to kupuję w ciemno buahaha
Pozdrawiam ciepło.
Za tę wiadomość podziękował(a): Krzysztof Z., Katarzynka77, Kayo78

Proszę Zaloguj lub Zarejestruj się, aby dołączyć do konwersacji.

Witam serdecznie - Krzysztof, alkoholik 2021/05/08 15:15 #1041

  • Anetka
  • Anetka Avatar
  • Wylogowany
  • Stały Użytkownik
  • Stały Użytkownik
  • Posty: 431
  • Otrzymane podziękowania: 1327

ale tematyka straszna, bo ma to być romans między zwolennikami odmiennych opcji politycznych. Na mój komentarz, że to głupie odparła, iż głupie rzeczy teraz najlepiej się sprzedają. No, co prawda to prawda, ale trochę obawiam się tego, że ja będę pierwszym (kto wie czy i nie ostatnim) czytelnikiem x_x

przypomnial mi sie kabaret neonowki z wigilia u dziadka buahaha
Twoj bab ma wyczucie,jak napisze, to tez kupie!
Krzychu z tymi emocjami...no wlasnie. Sa tez ludzie, ze jak cos sie dzieje w zyciu, to tak normalnie reaguja.Moj kolega mz AA opowiadal,ze on szaleje i dramaty robi, a u jego zony, to ledwo wahadlo sie bujnie w lewo i prawo.
No a z tym wychodzeniem do ludzi, to juz majstersztyk,high level.Tez bym tak chciala, a ja wtedy mam tendencje do zamykania sie w jaskini, aczkolwiek jest lepiej.
Bo to zla kobieta byla, to i brat dobrze zrobil.A tak naprawde to w filmach ucza, ze mezczyzna po rozstaniu cierpi i chleje albo idzie w imprezy.
No i jeszcze jedno...wasz brotherhood pokazuje,ze alkoholizm nie jest choroba dziedziczna, tylko chyba loteria fantowa.No Krzychu nie tego fanta wyciagnales aypererew albo jak mowia w dowicipie, jak brat stal w kolejce po rozum, zona po urode, to ty stales w kolejce po darmowe drinki
:ymdevil:
Pozdrawiam i cieplego weekendu na wsi.Czas siac chyba juz,
" Time changes" ..
Mój profil: Szczęścia mozna się nauczyć. Na forum od 2018
Za tę wiadomość podziękował(a): Dahud, Krzysztof Z., marcin

Proszę Zaloguj lub Zarejestruj się, aby dołączyć do konwersacji.

Witam serdecznie - Krzysztof, alkoholik 2021/05/08 15:20 #1042

  • Krzysztof Z.
  • Krzysztof Z. Avatar Autor
  • Wylogowany
  • Przyjaciel Forum
  • Przyjaciel Forum
  • Posty: 2824
  • Otrzymane podziękowania: 9161
Aniu - nie wiem, u mnie jest drugo i czwartoklasista :mrgreen: i nie od nich przejąłem to „omg”. Ja po prostu używając takich dość popularnych skrótowców czy mniej popularnych wyrażeń typu „ło matko” :lol: swobodnie wyrażam to, co myślę i każdy raczej domyśli się co - bez łamiania regulaminu bnggfgbfb

Marcin, nie, to nie Narodowiec, ale zapytałem czemu nie Narodowiec i odpo była taka, że w ogólne nie znam się na marketingu i psychologii tłumu :P Argumentacja - gdyby napisała „Narodowiec” to potencjalny czytelnik nie byłby tak zainteresowany bohaterem, bo znaczna część nie wiedziałaby, co kryje się za tym słowem. Czy chodzi o prawnuka powstańca warszawskiego, gościa, który nawija o historii Polski i śpiewa hymn 2x dziennie czy też o takiego, który rzuca w przeciwników politycznych płytami chodnikowymi buahaha A jak napisze „Pisior” to zainteresują się tym wszystkie potencjalne czytelniczki niezależnie od opcji, z którą sympatyzują, bo określenie sugeruje, że będzie jechane po PiS i jedni będą się cieszyć, a drudzy będą ciekawi, co znów ktoś złego o nich napisał :ymdevil:
Nie jestem pewny czy te argumenty nie są zbyt pokrętne, ale... póki co bab ma zabawę - na pewno lepsze pisanie wieczorami niż głupie seriale i ja też mam zabawę, bo trochę ju napisała, przeczytałem i normalnie beka :mrgreen:
Generalnie to chyba ma być o ludziach, którzy głośno wyrażają swoje poglądy polityczne, ale to nie pokrywa się z tym, co myślą i robią na co dzień. Ale nie w takiej poważnej formie, oni są mocno przerysowani. Tzn póki co kobieta, bo typ na razie tam po prostu jest i nic nie zrobił prócz tego, że trzasnął drzwiami, ale też chyba taki przerysowany będzie, w sensie, że masa rzeczy na pokaz.

No! Jaką piękną reklamę nienapisanej jeszcze książki swej bab zrobiłem, a ona mówi, że się na marketingu nie znam bnggfgbfb

Idę. Tak tylko wpadłem na moment Wam odpisać :mrgreen:

Dobrego popołudnia!

Edit. Aneciu, pisaliśmy jednocześnie, dzięki za zwrot! Kiedyś tematykę naszego dzieciństwa, mojego i brata, może bardziej rozwinę, dziś na szybko napiszę tyle, że nasz tato faworyzował niewłaściwego syna ^^)
Kwiot i pozdrówka @};-
„Been searching somewhere out there
For what’s been missing right here”
Za tę wiadomość podziękował(a): Dahud, Zakapior, Annaannaanna, Anetka

Proszę Zaloguj lub Zarejestruj się, aby dołączyć do konwersacji.

Ostatnia edycja: przez Krzysztof Z..

Witam serdecznie - Krzysztof, alkoholik 2021/05/09 20:10 #1043

  • Krzysztof Z.
  • Krzysztof Z. Avatar Autor
  • Wylogowany
  • Przyjaciel Forum
  • Przyjaciel Forum
  • Posty: 2824
  • Otrzymane podziękowania: 9161
Czuję przyjemne zmęczenie i jestem tak fajnie odprężony, spokojny i... zdecydowany.
A cóż takiego zdecydowałem?
Zdecydowałem, że po tych trzech czy nawet czterech latach dam Wam ten swój piciorys :ymhug:

Nie wstawiam jednak niczego w sekcji piciorysy, gdyż uważam, że sam suchy piciorys - pierwszy raz świadomie sięgnąłem po alkohol (piwo) w wieku 19 lat, rok później zacząłem pić mocniejsze 40% alkohole, itd jest taki średnio wartościowy. On ma raczej pokazywać postęp choroby, a u mnie, choć choroba postępowała jak u wszystkich alkoholików, postępowała powoli, natomiast sygnały, że dzieje się ze mną coś bardzo złego pojawiły się znacznie wcześniej niż zacząłem regularnie się upijać. Szczęśliwie nie zaliczyłem żadnego arcy spektakularnego upadku, a swoje dno zobaczyłem w 4 miesiącu abstynencji, kiedy zacząłem wariować z braku alkoholu i nie byłem w stanie robić praktycznie niczego prócz automatycznych czynności - wstać do pracy, umyć się, przetrwać dzień i przespać ciągiem chociaż 3-4 godziny. To był ten moment, w którym dopiero zrozumiałem jak potężną i jak podstępną chorobą jest alkoholizm, co robi z głową alkoholika i, że trzeźwość bynajmniej nie polega na nie piciu. Fizycznie byłem w dobrym stanie ogólnym, natomiast psychicznie wysiadałem i byłem tego świadomy oraz... przerażony.
Ale o tym akurat dość obszernie pisałem wcześniej w wątku, przejdźmy do rzeczy.
By jednak przejść do rzeczy trzeba się cofnąć do mojego dzieciństwa.

Jestem dzieckiem z tzw „wpadki”. W przypadku moich rodziców „wpadka” nie była jednak jakimś ogromnym nieszczęściem, bo pobraliby się i tak tyle, że nieco później. O tym, że jestem „wpadką” dowiedziałem się już jako dorosły chłop, po prostu przy okazji którejś tam rocznicy ślubu rodziców to sobie wyliczyłem :mrgreen: O ile nie przypominam sobie, by moja relacja z mamą kiedykolwiek była nie w porządku to pamiętam, że strasznie zabiegałem o względy ojca. Niekonicznie musiało być tak, że ojciec mnie początkowo ignorował czy zaniedbywał - on z racji wykonywanej pracy zwyczajnie nie miał dla mnie tyle czasu, co mama. Co nie znaczy, że nie miał go wcale, bo świetnie pamiętam niedzielne spacery, kino, zoo, zbieranie kasztanów, itp. Mimo tego taty było mi w tamtych latach wciąż za mało i swoim popisywaniem się chciałem zwrócić na siebie jego uwagę. Był w domu, praktycznie chodziłem za nim jak szczeniak, patrzyłem jak je, czasami jak pracował bawiłem się cicho tuż obok. A jak miał czas dla mnie - recytowałem, śpiewałem, popisywałem się świeżo zdobytą wiedzą, etc, etc. Na każdej imprezie rodzinnej byłem „gwiazdą”. Są dzieci, które mimo zachęt dorosłych nie chciały (kiedyś była taka moda, może ktoś ją pamięta) zabawić rodziny śpiewając piosenki czy mówiąc wierszyki, a ja do tego byłem pierwszy. Ku zadowoleniu ojca, który, prawdopodobnie, był ze mnie dumny, co poniekąd rozumiem, gdyż byłem na kilku przedstawieniach, w których brali udział moi synowie i również puchłem z dumy, a czasami zatykało mnie ze wzruszenia.
Tyle, że mniej więcej wtedy w relacji mojej i ojca nastąpił ERROR.
Tato w tych moich, typowych u niektórych dzieci, wygłupach zobaczył coś więcej niż wygłupy. Zobaczył talent, którego nie miałem, potencjał, który być może miałem, ale z czasem został zniszczony i stwierdził, że już, natychmiast, trzeba zacząć we mnie inwestować. Dodatkowe lekcje, prywatnie. Dodatkowe zajęcia. Ćwiczenia w domu, świątek, piątek czy niedziela. Bo warto. Bo jestem zdolny. Bo to się zwróci. Bo to inwestycja w moją (świetlaną) przyszłość. Tak to najprawdopodobniej widział mój tato. A ja?
Ja wówczas guzik widziałem. Prócz tego, że ojciec poświęca mi mnóstwo czasu, jest ze mnie zadowolony i coraz częściej rozmawia ze mną jak z dorosłym. Dziś postrzegam to jako tragikomedię, z naciskiem na „tragi” - dorosły mężczyzna rozmawia z 7-latkiem, który jest ciągle na etapie Misia Uszatka i Smurfów o związanych z nim planach na przyszłość niemalże jak z nastolatkiem kończącym LO.
Tym samym, bardzo wątpię czy świadomie, myślę, że nie, ojciec zaczął wywierać na mnie ogromną presję. I pod ową presją (później już nie tylko ze strony taty, ale i „wujka”, pedagogów oraz WŁASNĄ) żyłem (choć buntując się ostro w okresie dojrzewania) kolejne kilkanaście lat - mniej więcej od 6 do 18 roku życia, kiedy to pierwszy raz zdecydowanie powiedziałem: NIE. Niespełna rok później świadomie sięgnąłem po alkohol, który w tamten czas przyniósł mi wprawdzie chwilową, ale i natychmiastową ulgę.
Po drodze wydarzyło się jednak coś jeszcze o czym watro wspomnieć, ale to już może następnym razem.

Tradycyjne pozdrowienia i... cdn :-H
„Been searching somewhere out there
For what’s been missing right here”
Za tę wiadomość podziękował(a): Magda, Dahud, jerzak, Tomoe, Zakapior, Katarzynka77, Kayo78, Alex75, marcin, Xena, Annaannaanna, Krysia 1967, dzordzklunej

Proszę Zaloguj lub Zarejestruj się, aby dołączyć do konwersacji.

Witam serdecznie - Krzysztof, alkoholik 2021/05/09 22:17 #1044

  • dzordzklunej
  • dzordzklunej Avatar
  • Z dala
  • Gaduła
  • Gaduła
  • Posty: 111
  • Otrzymane podziękowania: 298
Az nie mogie sie doczekac :shock:
Za tę wiadomość podziękował(a): Krzysztof Z.

Proszę Zaloguj lub Zarejestruj się, aby dołączyć do konwersacji.

Witam serdecznie - Krzysztof, alkoholik 2021/05/10 20:35 #1045

  • Krzysztof Z.
  • Krzysztof Z. Avatar Autor
  • Wylogowany
  • Przyjaciel Forum
  • Przyjaciel Forum
  • Posty: 2824
  • Otrzymane podziękowania: 9161
Jedną z takich podstawowych rzeczy, na którą zwraca się uwagę w terapii alkoholizmu jest nazywanie rzeczy po imieniu. Nie słynne już „sie piło” czy „jak człowiek wypił” tylko ja piłem, kiedy wypiłem to, etc. Nie biała czy browarek, ale wódka, piwo, alkohol.
Tego nauczyłem się dość szybko, a ponadto zacząłem używać adekwatnych, faktycznych określeń w odniesieniu do sytuacji, które miały miejsce w przeszłości. I tak - przez wiele, wiele lat określałem te swoje przeżycia z dzieciństwa jako zabawę i naukę. Tak było mi łatwiej, ale to także umniejszało problem, maskowało nieprawidłowości, które tam się zadziały i których powinienem być świadomy oraz wybielało ojca, którego mimo późniejszych konfliktów kochałem, szanowałem i mimo, że nie żyje już ładnych parę lat wciąż mam względem niego te same uczucia.
Tak więc dziś nie napiszę, że moje dzieciństwo od 6 roku życia składało się z zabawy i nauki, bo zabawy to był rok, może 1,5, a potem była już tylko nauka i praca, a zabawy było coraz mniej, a w końcu tyle, co kot napłakał.
Reasumując pracuję od dziecka, nie chwalę się tutaj ani nie żalę, to jest po prostu fakt. Nie miałem normalnego dzieciństwa, bo chociaż nie było w nim przemocy fizycznej, nie chodziłem głodny ani zaniedbany to towarzyszyła mu dyscyplina, presja, naciski, a następnie coraz większy stres, z którym ani ja ani żaden ze znanych mi rówieśników w podobnej sytuacji sobie nie poradził.
Przez pierwsze lata jednak to wyglądało całkiem fajnie, nie przypominam sobie, żebym specjalnie się buntował jako chłopiec, lubiłem się uczyć, ćwiczyć, miałem z tego początkowo bardzo dużą satysfakcję, uwielbiałem spędzać czas z ojcem, a to, co robią „normalne” dzieciaki w moim ówczesnym wieku mało mnie interesowało. Wręcz czułem się lepszy i to też jest takie dość typowe dla dzieciaków nie do końca dobrze wychowywanych przez rodziców, mających na nie przeogromny wpływ. Słyszało się: Sebastian gra w piłkę na podwórku? Nie uczy się? Będzie w przyszłości kopał rowy albo zamiatał ulicę, a ty - i tu rodzic zaczyna roztaczać wizje wspaniałej przyszłości tego, kto w odróżnieniu od Seby nie traci czasu na jakieś bezsensowne zabawy.
Przy okazji można też wmówić w dziecko nie tylko to, że jest lepsze, ale i pogardę dla innych ludzi, ale akurat to u mnie nie miało miejsca, bo ojciec szanował cudzą pracę - i dozorcy i pani sprzątaczki, jednakże mnie widział gdzieś indziej. Być może mówił też tak, by nie było mi przykro, że nie spędzam czasu na normalnych w moim wieku rozrywkach, ale tego nie wiem i już się nie dowiem.
Myślę, że w tym momencie wyjaśniłem dlaczego jestem czasami taki jakby zdziecinniały - czemu śmieję się często z banalnych rzeczy i sytuacji, dlaczego bawi mnie układanie Lego, kopanie piły czy tarzanie się z synami po trawie po czym jesteśmy wszyscy uświnieni jak nieboskie stworzenia, itp - bo ja tego w dzieciństwie zwyczajnie nie miałem. Tzn inaczej. Miałem tego bardzo mało. Za to wczesny nastolatek o ile nie wcześniej wiedziałem już jak manipulować dorosłymi. Nie ze wszystkimi to się udawało, ale z wieloma osobami tak. Z wielu przedmiotów miałem lepsze oceny niż na to zasługiwałem. Podobnie było z moją wcześnie rozpoczętą „karierą”, to nie było tak, że nic nie umiałem, nie robiłem, bo pracowałem ciężko, ale pewnych ograniczeń nie mogłem przeskoczyć. I to właśnie zacząłem „nadrabiać” różnego rodzaju manipulacjami. Inaczej patrzy się na średnio zdolne aczkolwiek dobrze przygotowane technicznie dziecko, które stoi jak kołek, a inaczej na dziecko, które w zależności od sytuacji zrobi oczka kota ze Sherka, wykona efektowny gest, ukłon, what ever - coś, co zrobi wrażenie (dziś mówi się show) czy szarmancko pocałuje panią, która ocenia w rękę i z przekonaniem powie, że jest dla niego wzorem.
Pewnie niejedna osoba pomyśli sobie teraz - no ta, ale takie dziecko jest cwane. Z racji tego, że byłem właśnie takim cwanym dzieckiem powiem Wam, iż to jest straszne. To nie była z mojej strony czysta kalkulacja, strategia. Ja byłem tylko dzieciakiem, który zaczął zdawać sobie sprawę z tego, że nie jest tak dobry jak chciałby jego ojciec, nie chciał go za nic zawieść, a już wiedział, iż jeśli nie zrobi tego show to odpadnie w przedbiegach. Wówczas wydawało się mi to tragedią i „końcem świata”. Nie tyle nie umiałem odpuścić, co nie wiedziałem, że można odpuścić.
Ojciec nie powiedział mi jednej bardzo istotnej rzeczy - że należy pogodzić się ze swoimi ograniczeniami. Długo wierzyłem w to, że „mogę wszystko”. W ten czy inny sposób, ale mogę wszystko. Wierzyłem, że kiedyś, z czasem, pokonam ograniczenia, ale póki co musiałem sobie jakoś radzić. I długo pozornie sobie „radziłem”. Jako dziecko chyba lepiej, niestety rosłem, zacząłem dojrzewać i zamiast być lepiej było coraz gorzej. W wieku 13 lat miałem swoją pierwszą i na szczęście ostatnią próbę samobójczą, co także nazwałem po imieniu i wprost dopiero na terapii. Wcześniej nazywałem to wygłupem, bezmyślnym impulsywnym zachowaniem spowodowanym stresem, niby pamiętałem o tej sytuacji, ale spychałem ją i umniejszałem, podobnie jak nieadekwatną reakcję taty. Jemu też chyba było łatwiej to zmarginalizować, ot taki wiek, nerwy, hormony, trema, itp. Tymczasem, patrząc na to z perspektywy dorosłego faceta, to już nawet nie było wołanie o pomoc. To był wrzask. Wrzask, którego de facto nikt nie usłyszał. Mama do tej pory nie wie, że taka historia miała miejsce. Brat też nie wie, ale kiedyś mu może powiem. Wie kobita, terap, koledzy alkoholicy w tym jeden, który przeżywał może nie dokładnie to samo, ale podobną sytuację.
Dziś to wydaje się mi straszne, jak można doprowadzić dziecko do takiego stanu, ale weźmy pod uwagę dwie rzeczy - to były zupełnie inne czasy i inni, dorośli ludzie, rodzice z zupełnie inną paletą przeżyć.
To akurat postaram się rozwinąć w podsumowaniu, w którym napiszę dlaczego nie żywię żalu do ojca.

A tymczasem spokojnej nocy dla Wszystkich %%-
„Been searching somewhere out there
For what’s been missing right here”
Za tę wiadomość podziękował(a): Jurek, szekla, Marta74, Magda, Dahud, Tomoe, Zakapior, Katarzynka77, Kayo78, Beata01, darek70, Alex75, Xena, Annaannaanna, Anetka i jeszcze 1 innych osób również podziękowało.

Proszę Zaloguj lub Zarejestruj się, aby dołączyć do konwersacji.

Witam serdecznie - Krzysztof, alkoholik 2021/05/11 07:42 #1046

  • Annaannaanna
  • Annaannaanna Avatar
  • Z dala
  • Stały Użytkownik
  • Stały Użytkownik
  • Posty: 800
  • Otrzymane podziękowania: 2722
Krzysztof tak się złożyło, że dopiero w nocy zaczęłam czytać cały Twój wątek. Jestem pod wrażeniem. Widziałam wcześniej Twoje wypowiedzi w innych wątkach i Twoje bieżące wpisy. Całość jednak wbiła mnie w fotel. Jestem na 12 stronie, dziś nawet sprawdzałam czy rzeczywiście temperatura różni się w zależności od pachy, pod którą ją mierzymy. I kilka innych ciekawych nowinek u Ciebie wyczytałam.
Aaa, nie wiem czemu, ale myślałam, że jesteś starszy.
Te historie chorobowe z dziećmi znam dobrze.
Bardzo bliskie jest mi podejście do uraz I do zadośćuczynienie jest mi bliskie. Nie mam załatwiać sobie spokoju swojego sumienia raniąc kolejny raz innych ludzi. Choćbym nawet bardzo chciała, to mogę tej osobie tylko zaszkodzić.
Dzięki za wszystko!
Za tę wiadomość podziękował(a): Krzysztof Z.

Proszę Zaloguj lub Zarejestruj się, aby dołączyć do konwersacji.

Witam serdecznie - Krzysztof, alkoholik 2021/05/11 12:01 #1047

  • dzordzklunej
  • dzordzklunej Avatar
  • Z dala
  • Gaduła
  • Gaduła
  • Posty: 111
  • Otrzymane podziękowania: 298
Hej Krzysztofie,czytam ten Twoj "piciorys"z zaciekawieniem bo jest bardzo duzo podobienstw do mojego "piciorysu"czekam na nastepny rozdzial jak to rozwiazales z zalem bo u mnie tez juz nie ma zalu,rozkminilem to podobnie jak Ty,w jakiej sytuacji sie wychowywal moj ojciec i w jakich czasach,ale moj ojciec zyje i teraz On zabiega,zabiegal o moja atencje,role sie odwrocily, lecz ja postawilem bariere nie tyle,ze tak mi jest lepiej(a jest)tylko wiem ze jak poluzuje te zasieki i dopuszcze Go do siebie to po pewnym czasie bedzie to samo teraz On potrzebuje popracowac nad soba z psychologiem co mu oznajmilem bo inaczej nie porozumiemy sie ze soba,ale jezeli ktos mysli ze jest najmadrzejszy i nieomylny to nie ma takiej sily zeby go zmienic wiec ja juz dawno spasowalem,aczkolwiek zycze mu jak najlepiej i dzien dobry zawsze mu odpowiem jak Go widze.Mialem wtracic maly komentarz,a sie za bardzo uzewnetrznilem,a wszystko przez Ciebie lobuzie! :mrgreen: pozdrawiam!
Za tę wiadomość podziękował(a): Tomoe, Krzysztof Z.

Proszę Zaloguj lub Zarejestruj się, aby dołączyć do konwersacji.

Ostatnia edycja: przez dzordzklunej.

Witam serdecznie - Krzysztof, alkoholik 2021/05/11 20:17 #1048

  • Krzysztof Z.
  • Krzysztof Z. Avatar Autor
  • Wylogowany
  • Przyjaciel Forum
  • Przyjaciel Forum
  • Posty: 2824
  • Otrzymane podziękowania: 9161
Ania @};- Dżordż :czesc: Dziękuję za zwroty.
Aniu, doskonale pamiętam ten sezon, w który chorowali moi synowie, dosłownie na przemian - jak nie jeden to drugi. Pierwszy raz przeżywałem ich choroby na trzeźwo i niemalże wariowałem z niepokoju, włączyły się mi też wszystkie zachowania ZOK-owca, jednemu z synów temperaturę mierzyłem z zegarkiem w ręku co 30 min. Masakra. Tyle dobrego, że biedny dzieciak zmęczony gorączką te moje szaleństwo w dużej mierze przespał. Dzisiaj też niezbyt dobrze reaguję ogólnie na choroby bliskich mi osób, ale w porównaniu do tamtego oczywiście jest o niebo lepiej.

Dżordż, w podsumowaniu napiszę co nieco o moim tacie i warunkach, w których dorastał oraz trochę o jego pracy za czasów komuny, to sporo wyjaśni, tzn wg mnie. Jeśli chodzi o to, co napisałeś - super, że w ogóle to napisałeś, wielu z nas, i alkoholików i współ, i oczywiście dda/ddd, miało bądź ciągle ma niekoniecznie poukładane relacje z rodzicami.
Myślę, że póki człowiek żyje zawsze są szanse na zmiany, uporządkowanie lub przynajmniej poprawę relacji, ale też nie należy kurczowo czepiać się tej myśli, iż na pewno to nastąpi. Ludzie nie chcą się zmieniać lub nie potrafią się zmienić, bo nie czują takiej potrzeby, często jest to też spowodowane po prostu wygodą - wygodniej wierzyć, że nie popełniało się „aż takich” błędów niż przyjrzeć się sobie i złożyć samokrytykę.
Mój tato zmarł w czasach, gdy piłem, ale wcale nie jestem pewny czy gdyby dziś żył moja relacja z nim byłaby sielankowa. Raczej dążyłbym do tego, by ją poprawić, ale tato był jaki był, jestem pewny, że do końca życia wierzył w to, że ja rezygnując z wybranej dla mnie przez niego ścieżki zmarnowałem „talent”. Za życia od czasu do czasu mi to wypominał przy różnych okazjach.

Dobra, lećmy dalej z tym moim „piciorysem”.
Szczerze mówiąc nie pamiętam, kiedy pierwszy raz piłem alkohol. Na pewno spróbowałem go przed tym momentem, w którym „zaskoczyłem”, ale wcześniej ani nie za bardzo mi smakował ani zbytnio nie interesował. Z całą pewnością jako nastolatek 15 czy 16-letni dostawałem pół czy kieliszek „szampana” czyli wina musującego przy okazji jakiś uroczystości typu Sylwek czy imieniny, nie robiło to na mnie jednak żadnego wrażenia, a przynajmniej niczego takiego sobie nie przypominam. Ani tym się nie upijałem ani nie rozkoszowałem smakiem, zresztą chyba nie było czym :P Pierwszy raz, jak już wspomniałem, świadomie wypiłem alkohol w wieku 19 lat, było to około 2 tygodni przed maturą i to już pamiętam bardzo dokładnie. Czas, miejsce, ilość, kolegę, z którym wypiłem te 2 pierwsze piwa, pamiętam nawet towarzystwo, a szczególnie dziewczyny z pwst, które siedziały na sali. Do domu wróciłem trzeźwy i zadowolony z fajnego wieczoru. Tydzień później powtórzyłem to z tym samym kolegą wypijając tyle samo, ale innych szczegółów już tak nie pamiętam. Potem była matura, egzaminy wstępne, a po nich wakacje. W wakacje zacząłem pić piwo regularnie, choć ciągle były to niewielkie ilości. Myślę, że głównie dlatego, że nie cierpiałem na nadmiar gotówki. Piwo w zależności od miejscówki kosztowało 5-7 zł, a mnie jakoś początkowo nie przychodziło do głowy, że taniej można je kupić w sklepie i wypić na ławce w parku, ale z czasem tego też się nauczyłem. Jednak preferowałem wygodne picie, wolałem wypić mniej, ale w knajpie/pubie, później pseudo kawiarni (Amatorska, Bajka, Piotruś) niż nie wiadomo gdzie narażając się na upomnienia przez policję. Jakiś rok później zacząłem sięgać po wódkę, która kosztowała wówczas 4 zł/50 ml i „kopała” mocniej niż piwo.
Zauważcie, że świetnie pamiętam i gramaturę i ceny. Pamiętam również wszystkie marki wódy, której wówczas próbowałem aż znalazłem swoją ulubioną :wmur: której trzymałem się dość długo. Tak samo pamiętam nazwy wszystkich miejscówek, w których bywałem - tych lepszych i tych gorszych - Giovanni, Nora, B40, Poziomka, Hades, Scena 2000, etc, etc. Tak, zdarzało się mi chadzać również potańczyć, na koncertach także bywałem. W powyższych miejscach zawsze wypiłem coś %. Coraz rzadziej piwo, właściwie po piwo sięgałem wtedy, gdy była totalna nędza finansowa lub byłem w towarzystwie damskim i wg mnie nie wypadało chlać wódy od 14 czy 16 w tygodniu. Nie piłem jednak codziennie, piłem 3-4 razy w tygodniu, z czego upijałem się raz albo 2 - zwykle z pt/sob lub sob/niedz. Czyli takie dość „tradycyjne” początki - „weekendowo”, „towarzysko”. Dość długo nie piłem sam, chyba pierwszy raz upiłem się we własnym, smutnym towarzystwie po rozstaniu z moją pierwszą, dojrzalszą miłością.

Cd - następnym razem. Pewnie jutro, bo do końca tygodnia chciałbym to wszystko spisać. A przynajmniej postaram się.

Dobrej nocy.
„Been searching somewhere out there
For what’s been missing right here”
Za tę wiadomość podziękował(a): Jurek, Tomoe, Zakapior, Katarzynka77, Kayo78, Alex75, Anetka, Krysia 1967, dzordzklunej

Proszę Zaloguj lub Zarejestruj się, aby dołączyć do konwersacji.

Witam serdecznie - Krzysztof, alkoholik 2021/05/11 20:58 #1049

  • Anetka
  • Anetka Avatar
  • Wylogowany
  • Stały Użytkownik
  • Stały Użytkownik
  • Posty: 431
  • Otrzymane podziękowania: 1327
Hej Krzychu
Dziekuje z calego serca za dzielenie sie swoim doswiadczeniem i uchyleniem rabka swojego zycia i ze sie odwazyles.
Dzieki Tobie przypomnialo mi sie jedno zdarzenie z moich maloletnich lat ( okolo 13-14-15?) nie pamietam dokladnie kiedy,ale ktoregos wieczoru,kiedy bol emocjonalny byl niedozniesienia, najadlam sie tabletek jakis,chyba na goraczke w lata 80tych i popilam winem znalezionym w domu.Po jakims czasie poszlam to zwymiotowac i spac.Plakalam i plakalam i nie moglam sie uspokoic.
Nikomu sie nie przyznalam w domu.Zreszta ja mialam swoj pokoj na pietrze a mama na dole i cale popoludnia i wieczory spedzalam tam w samotnosci z muzyka.Wyparlam to zdarzenie ze swiadomosci, zwalajac na hormony i rozchwianie emocjonalne...ale jednak sie zdarzylo.
Mnie tez stawiano wysoka poprzeczke, mialam spelnic wizje swojej matki , co do przyszloci, posylala mnie na lekcje fortepianu, mialam skonczyc studia itp a ja wyszlam jak najszybciej za maz za pierwszego chlopaka ( mialam 18,5) i wyprowadzilam sie z domu w wieku 19 lat.Nastapilo totalne odrzucenie z jej strony i rozczarowanie moja osoba.To rozczarowanie czulam od czasu dojrzewania.
Potem jako dorosla juz kobieta nadrobilam te jej oczekiwania,bo czulam wew presje,ale ona nigdy mi nie powiedziala,ze jest ze mnie dumna.Ojca wlasnicie nie bylo.Czesto zas slyszalam, jacy mezczyni sa do niczego i jak sobie marnuje zycie.
Ot taka mnie wspominka naszla. Czasem sobie mysle, ze juz za stara jestem, by wracac do tego,Mimo to nadal latwiej dzielic sie soba, jakkolwiek to brzmi z 30 toma obcymi osobami, niz zaakceptowac jedna blisko.
Kfiotki for you.
" Time changes" ..
Mój profil: Szczęścia mozna się nauczyć. Na forum od 2018
Za tę wiadomość podziękował(a): szekla, Krzysztof Z., Katarzynka77, Kayo78, Alex75, Krysia 1967

Proszę Zaloguj lub Zarejestruj się, aby dołączyć do konwersacji.

Witam serdecznie - Krzysztof, alkoholik 2021/05/12 20:22 #1050

  • Krzysztof Z.
  • Krzysztof Z. Avatar Autor
  • Wylogowany
  • Przyjaciel Forum
  • Przyjaciel Forum
  • Posty: 2824
  • Otrzymane podziękowania: 9161
Anecia @};-
Po pierwsze nie jesteś stara, do starości to Ci sporo brakuje :lol:
A po drugie wg mnie nigdy nie jest za późno, by wywalić te „zakurzone kościotrupy z szafy” w takim sensie, by już więcej nas nie prześladowały.

Ot, było jak było, wiadomo, co było przyczyną, wiadomo, że pomocy zabrakło, siebie jako tamtego dziecka żal, ale cóż - tego nie zmienimy. Za to możemy zrozumieć związek przyczynowo-skutkowy pomiędzy tym, co było, a późniejszymi zdarzeniami. Mało! W obecnym życiu także możemy co nieco zmienić, chociażby nauczyć się mówić „nie”, „nie chcę”, „nie zrobię tego”, tym razem dorosłym, zdecydowanym głosem.


Moje relacje z ojcem pogarszały się stopniowo mniej więcej od tego 13 czy lekko później, może od 14 roku mojego życia. Mając 17 lat czułem do niego „nienawiść”. Cudzysłów, bo prawdopodobnie były to tylko niewypowiedziane pretensje i złość. W wieku lat 18-19 w ogóle przestałem liczyć się z tym, co mówi, z jego zdaniem, ale wpływ na mnie stracił już te około 2 lata wcześniej. Wprawdzie uczyłem się i ćwiczyłem nadal, ale odmawiałem udziału we wszelkich konkursach, publicznie występowałem tylko wtedy, kiedy to było konieczne, na chrzestnego, który bardzo chciał mi „pomóc” i załatwić jakąś fuchę patrzyłem wilkiem, a nawet potrafiłem bardzo niegrzecznie się odezwać.
Właściwie słuchałem ojca tylko w jednej sytuacji, kiedy już przegiąłem i warczał: „Wstań od stołu i idź do siebie”.
Do dziś ciekawi mnie czemu nigdy w takich sytuacjach na pierwszym miejscu nie padało słowo „przeproś”, przed „wstań od stołu”. Może słusznie myślał, że nie tylko nie przeproszę, ale wyjdzie z tego jakaś grubsza awantura. Może było mu wystarczająco wstyd.
Był bardzo rozczarowany moim wyborem kierunku studiów, próbował mnie odwieść od tej decyzji, ale jak już wspomniałem, przestał mieć na mnie jakikolwiek wpływ. Gdyby powiedział mi wtedy - albo ten kierunek, który ja dla Ciebie wybrałem albo won mi z domu to bym się wyniósł i poszedł do pierwszej lepszej roboty, chociażby na budowie. Myślę, że mógł zdawać sobie z tego sprawę, dlatego jakoś przełknął w końcu tę moją decyzję jednakże nie ukrywając, iż nie jest z niej zadowolony.
Pomimo, że zacząłem pić początkowo nasze złe relacje nie pogarszały się, zaczęły pogarszać się w momencie, gdy po bezpłatnym stażu zaproponowano mi prace - i tu już nie pamiętam czy na umowę o dzieło czy zlecenie - oficjalnie na 1/4 etatu. Nieoficjalnie to godzinowo wychodziło różnie, bywało, że wracałem do domu po 22. Praca wymagała trzeźwości, więc skończyło się picie w tygodniu, za to w weekendy... :wmur: Wreszcie miałem jakieś pieniądze, a ponadto błyskawicznie poznałem ludzi, którzy z pieniędzmi na używki specjalnie się nie liczyli. A także - nie liczyli ile kasy wydają w towarzystwie znajomych na nich. To już nie byli biedni studenci czy nawet bogatsi studenci, bo i bogatsi studenci pożyczali biedniejszym na piwo i domagali się zwrotu lub rewanżu. Piłem więc i za swoje i nie za swoje. Do oporu. Próbowałem też narkotyków, ale na ten temat właściwie nie ma co się rozpisywać, na pewno świadczy to o postępującej degeneracji, ale te „eksperymenta” zakończyłem dosyć szybko. Wolałem pić, miałem nawet takie powiedzonko, że dragi są przereklamowane. Tanie przymuły, drogie albo za drogie, a zejścia takie, że tragedia. No i syf to jest ostatni.
Jakby wóda syfem nie była :ymdevil:

Rzecz jasna, ojciec bardzo szybko zaczął mieć do mnie pretensje. Wprawdzie na studiach sobie radziłem (w porównaniu do tego, co przeżyłem wcześniej i do kierunku, który sobie dla mnie wymarzył to była dla mnie łatwizna, a dodatkowo uczyłem się w pracy), ale dom traktowałem jak hotel z darmową pralną, sypialnią i stołówką. Jak wracałem do domu w niedzielę nad ranem to spałem do 16. Do tego wracałem nawalony, dochodziły też różne idiotyczne numery. Np raz narzygałem do wazonu w przedpokoju, bo nie zdążyłbym do łazienki i „radośnie” o tym zapomniałem.
Uważam, że ojciec „czepiał się” mnie wówczas nie tyle o samo picie tyle, że o to, iż nie szanowałem mamy (a mama bardzo się denerwowała moim zachowaniem) oraz ogólnie trybem życia, który zacząłem prowadzić. Oczywiście jego wszelkie uwagi, próby rozmów, także tych spokojnych miałem w głębokim poważaniu. O tym, co czuje mama nie myślałem wcale, dla mnie moje zachowanie było NORMALNE, wreszcie normalne, ponieważ wreszcie robiłem to, co chciałem. A w wolnym czasie chciałem się bawić, podrywać dziewczyny, spędzać czas ze znajomymi i taaa... upijać się. Nie widziałem w tym nic złego.
W tym szaleństwie miałem jednak także przebłyski rozsądku, doskonale wiedziałem co chcę robić po studiach, miałem mniej więcej sprecyzowane plany na przyszłość.

Co pokazał czas? Ano czas pokazał, że w przeciągu wszystkich tych pijanych lat lat podjąłem dzikim fartem kilka dobrych decyzji, w tym tę o ukończeniu studiów. Bo i tu miałem moment zawahania - a po co mi te studia, ten nie ma, tamten też nie skończył, a pieniądze mają. Jednak ostatecznie studia skończyłem.

W wątku, wcześniej, opisałem dość dokładnie jak doszło do tego, że ojciec kazał wynieść mi się z domu lub... uspokoić. Nie będą tego dublował, w następnym wpisie napiszę po prostu co było dalej.

Dobrej nocy %%-
„Been searching somewhere out there
For what’s been missing right here”
Za tę wiadomość podziękował(a): Tomoe, Zakapior, Kayo78, Beata01, darek70, Alex75, Annaannaanna, Anetka, Krysia 1967, dzordzklunej

Proszę Zaloguj lub Zarejestruj się, aby dołączyć do konwersacji.